Z cyklu: Mity o Mszy Trydenckiej. Mithologia Cotidiana

Msza św

 

 

- Jestem subdiakonem[1] Kościoła Rzymskiego, chciałbym się wyspowiadać – poprosiłem w polskim konfesjonale katedry św. Jana na Lateranie.

- Diakonem, synu! Nie ma subdiakonów w Kościele – poprawił mnie spowiednik.

- Ależ zapewniam ojca, że są i oto właśnie jeden klęczy przed ojcem – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.

- Synu, jakże możesz być subdiakonem, skoro nie ma święceń subdiakonatu? – zapytał kapłan.

- Ojcze, zapewniam ojca, że wiem jakie święcenia ostatnio przyjąłem i jestem subdiakonem – podkreśliłem z lekkim naciskiem na „wiem”. Tu zapadła chwila milczenia, a po chwili usłyszałem słowa, które na moment mnie zmroziły.

- W takim razie nie mogę cię wyspowiadać, bo jesteś poza Kościołem.

- Jak to? – spytałem zaskoczony – Może ojciec mi wyjaśnić dlaczego?

- Jesteś lefebrystą, prawda? – spowiednik bardziej to stwierdził niż zapytał.

- Nie, nie jestem – odpowiedziałem – jutro w tej katedrze emerytowany penitencjarz większy arcybiskup de Magistris będzie mi udzielał świeceń diakonatu. Czy myśli ojciec, że udzielałby ich lefebrystom? – odparłem próbując dopasować poziom odpowiedzi do poziomu wiedzy księdza.

- Dobrze. Niech ci będzie… – po czym, po chwili milczenia wysłuchał mojej spowiedzi.

 

*

- Ja będę do końca życia celebrował taką Mszę, w jakiej mnie wyświęcił Kościół. I księdzu radzę iść po rozum do głowy i zrobić to samo – powiedział po krótkiej rozmowie spotkany w zakrystii dostojny ksiądz kanonik.

- Godne to i sprawiedliwe, i ja będę robił dokładnie tak, jak ksiądz kanonik radzi – odpowiedziałem z uśmiechem.

- To znaczy, że jak? – zdziwił się kanonik.

- Otóż ja byłem wyświęcony „po staremu”. Moją pierwszą Mszę Św. odprawiłem razem z sędziwym francuskim biskupem, który mnie wyświęcił. I zamierzam tak odprawiać do końca życia, jak Kościół mi polecił, co zresztą mi ksiądz kanonik sam przed chwilą radził.

- Świat staje na głowie – odparł zbity z tropu kanonik i już więcej się nie odezwał.

 

*

— Poproszę celebret[2] – powiedział dość zmieszany proboszcz, po tym, jak zrozumiał, że oczekując „Mszy po łacinie” grupa wiernych, która o nią prosiła, nie miała na myśli nowej Mszy po łacinie, ale Mszę trydencką.

— Proszę, oto on – i podałem dokument oprawiony w czarne okładki z tłoczonymi złotymi literami – Czy mogę o coś zapytać?

— Tak? – odparł dalej czytając w skupieniu łacińskie napisy na dokumencie.

— Kiedy ostatnio pytał ksiądz proboszcz kogoś o celebret i ile razy miał swój przy sobie, jak gdzieś jechał?

— Rozumiem, że ma ksiądz pozwolenie od biskupa na celebrowanie Mszy Świętej? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

— To znaczy kogo? Mojego ordynariusza czy biskupa tej diecezji? – zapytałem, choć wiedziałem z doświadczenia co proboszcz ma na myśli.

— Oczywiście że naszego. Ma ksiądz czy nie?

— A do czego jest potrzebne pozwolenie biskupa? Przecież Ojciec Święty wyraźnie powiedział, że pozwolenie biskupa już nie jest wymagane. O tym czy Msza może być lub nie decyduje właśnie ksiądz proboszcz jako gospodarz tego miejsca. Czyż to nie duże ułatwienie?

— Rzym daleko, a Pan Bóg wysoko. O tym co się dzieje w diecezji decyduje biskup, a więc... ma ksiądz to pozwolenie czy nie? – zapytał znowu oddając mi celebret.

— Księże proboszczu, nie mam, bo do tej pory nikt go nie wymagał. Ale mógłbym zadzwonić do biskupa w tej chwili gdybym znał numer telefonu. Mam ważny dokument, należę do zgromadzenia oficjalnie erygowanego przez Stolicę Apostolską, którego charyzmatem jest celebracja świętej liturgii według starych ksiąg. W czym jest problem? W Kościele są różne charyzmaty. Nie słyszał ksiądz o takich zgromadzeniach? No i oczywiście nie jestem lefebrystą.

— Ach, nie jest ksiądz lefebrystą? – raczej stwierdził niż pytał, ale dałbym sobie głowę uciąć, że był to raczej pretekst do wyjścia z niezręcznej sytuacji – To dobrze. W takim razie może ksiądz odprawiać.

 

 

*

— I po co to wszystko? – spytał mnie młody ksiądz, gdy zacząłem ubierać humerał. Chyba znał odpowiedź na pytanie, które postawił, gdyż było słychać drwinę w jego głosie i dodał – przecież „oni” i tak niczego nie rozumieją.

— Niczego? Nic a nic? – zapytałem.

— A jak mają zrozumieć skoro nie znają łaciny – obruszył się, a jego mina zdradzała, że chyba nie uważał na łacinie w seminarium.

— Przez tyle wieków sobie Kościół jakoś sobie radził i świątynie były pełniejsze, a i wiara większa w ludzie Bożym.

— I co z tego skoro, klepali różańce na Mszy Św. – odpowiedział młody ksiądz tak pewnie, jakby sam to widział.

— Czy klepali nie wiem, ale wolę, aby odmawiali różańce niż klaskali i tańczyli wokół ołtarza – odparłem zgryźliwie księdzu, który wyglądał raczej na takiego, „co do tańca to chętnie, ale do różańca to nie za bardzo”.

— Jak się nic nie rozumie, to nie można w pełni uczestniczyć w Mszy Św. – stwierdził autorytatywnie.

— Aha, to jak pojadę do Niemiec to nie mogę we Mszy Św. „w pełni” uczestniczyć, bo nie znam niemieckiego, tak?

— Właśnie dlatego są polskie duszpasterstwa – i dodał – a tutaj język, którego nie znają i rytuały, których nie rozumieją.

— Łacina to język sakralny, a to znaczy, że katolik gdziekolwiek by nie był, miał Mszę Świętą w jednym języku, który nie należy do żadnej narodowości. A co do „niezrozumiałych rytuałów”, to może zapytamy jakiegoś wiernego. To nic trudnego. Mogę kogoś zawołać, a ksiądz go przepyta. Tylko proszę, nie z gramatyki łacińskiej, bo ja nie będę odpytywał księdza z polskiej. Tylko zapyta go ksiądz, co to jest Msza Święta Zobaczymy, czy nic nie rozumie.

— Obędzie się – odparł sucho.

— Widzi ksiądz, język to nie wszystko. Gdyby tak było, to nie byłoby tuż obok w kaplicy Mszy Św. dla niesłyszących. Czy im też ksiądz powie, że nic nie rozumieją? Msza Św. to nie tylko język, ale

całość formy. Łacina, to jest jedyna różnica, jaką ksiądz dostrzega? Widzi ksiądz – dla mnie – język nie jest najważniejszy. Wolałbym odprawiać starą mszę po polsku niż nową po łacinie. Poza tym czy ktoś tych ludzi zmusza do chodzenia na „trydencką”? Co sprawia, że sami przyszli?

— Kościoła ksiądz nie zawróci, to się nie przyjmie. Kościół zrezygnował na zawsze z łaciny i trzeba iść z duchem czasów.

— Ja nie jestem od zawracania Kościoła, ale od nawracania dusz. Trzeba tylko robić solidnie to, do czego jest się powołanym, a czasy są zawsze inne. Może ksiądz zostanie i zobaczy?

— Nie, dziękuję – odparł i wyszedł.

 

 

*

— Czy są takie małe pojemniki na oleje święte? – spytałem w jednym ze sklepów z rzeczami liturgicznymi w Częstochowie.

— Oczywiście – powiedział ksiądz w niebieskiej koszuli z koloratką i podał mi opakowanie z dwoma ładnymi pojemnikami na olej krzyżma i olej chorych.

— Ale ja potrzebuje jeszcze na olej katechumenów[3] – dodałem widząc, że futerał ma tylko dwa pojemniki z inicjałami CHR – chryzmo, czyli św. olej krzyżma i INF – infirmorum, czyli chorych.

— Na co? Na olej katechumenów? W Polsce nie używa się oleju katechumenów – odparł z absolutną pewnością ksiądz.

— Jakże się nie używa? Jak znam diecezje, gdzie się go przygotowuje. Poza tym jak mam udzielić chrztu w tradycyjnym rycie bez oleju katechumenów?

— Nie może ksiądz udzielać chrztu z olejem katechumenów, to niezgodne z przepisami – stwierdził równie pewnie ksiądz w niebieskiej koszuli.

— Ależ skąd! Wyraźnie jest napisane, że tylko tak – odpowiedziałem z lekką przekorą.

— Gdzie jest tak napisane? – zapytał już nieco poirytowany.

— W starym rytuale – odpowiedziałem.

— Nie może ksiądz używać starego rytuału – stwierdził sucho.

— Dlaczego nie mogę, skoro papież pozwolił? Jak pozwolił, to mogę. Roma locuta, causa finita[4]. – tym razem to ja miałem w głosie nutkę absolutnej pewności.

— Ale Episkopat zabronił – odrzekł ksiądz zirytowany.

— Skoro papież pozwolił, to jakże Episkopat może zabronić? – zapytałem.

— Może – odrzekł ze złością.

— Zatem... do widzenia i Szczęść Boże. Poszukam gdzie indziej. - Sklep stracił klienta, a ładny skórzany futerał z trzema pojemnikami na święte oleje, czyli z brakującym CAT (catechumenorum), kupiłem w sklepie obok, bez żadnych problemów.

 

 

*

— Ojcze Nikodemie – zawołał do odchodzącego prawosławnego mnicha z supraskiego monasteru Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny nasz przewodnik – Chciałbym przedstawić ojcu pewnego księdza. – Podeszliśmy do ojca, który wyglądał bardzo okazale w swoim prawosławnym

stroju, gdyż właśnie przed chwilą skończyła się liturgia w cerkwi. W powietrzu czuć jeszcze było silny zapach naturalnego pszczelego wosku zmieszanego z dymem kadzidła.

– Ojcze, to jest ksiądz Grzegorz – powiedział nasz supraski przewodnik. Ojciec Nikodem spojrzał na mnie ubranego w przykrótką wytartą sutannę i apaszkę na szyi, wzrokiem, który dobrze znam. Jest to spojrzenie, jakim zazwyczaj prawosławne duchowieństwo obdarza rzymskich duchownych. Wyniosłe, pełne poczucia liturgicznej wyższości. Zawsze im tego zazdrościłem. Lata spędzone w Białowieży, pośród prawosławnej społeczności sprawiły, że dobrze wiedziałem, jaka przepaść dzieli starą dostojną liturgię w cerkwi od tej „odnowionej” w katolickim kościele. Wysoki wzrost, w połączeniu z charakterystycznym dla prawosławnych mnichów nakryciem głowy dodawał tylko majestatu całej jego postawie.

— Ksiądz Grzegorz celebruję Mszę Świętą w starodawnym rzymskim rycie – kontynuował przewodnik – Dzisiaj rano celebrował taką Mszę w naszym kościele. Teraz razem z grupą harcerzy zwiedza nasze okolice, maszerując do Świętej Wody.

Poczucie wyższości niemalże natychmiast znikło z twarzy mnicha, a na jego miejsce pojawił się łagodny uśmiech.

— Ksiądz celebruje liturgię świętą w rycie św. Grzegorza Wielkiego? – bardziej stwierdził, niż spytał ojciec Nikodem.

— W rzeczy samej i nie inaczej, czcigodny ojcze. W starożytnym rycie rzymskim sięgającym czasów papieża św. Grzegorza Wielkiego – odpadłem tym razem ja, dumą w głosie.

— Cieszę się, że papież Benedykt przywrócił ten stary tradycyjny rzymski ryt. To dobry ekumeniczny krok. Główna cerkiew jest otwarta. Chcielibyście zobaczyć także cerkiew św. Jana Teologa? Poczekajcie chwilę, zawołam kogoś z kluczami...

 

 

*

— A tonsurę ksiądz nosi? – zapytał proboszcz.

— Nie, ja nie noszę, ale znam takich, co noszą – odpowiedziałem, czując, jaki będzie dalszy ciąg rozmowy.

— Phi, co to za tradycja? Kiedyś to noszono tonsury i zachowywano post od północy. A czy zamiast komputera używa ksiądz maszyny do pisania? – zapytał zgryźliwie.

—… i żelazka z duszą, a także palę w piecu i czytam przy lampie naftowej – dodałem z sarkazmem – Księdzu się myli Tradycja ze skansenem. Ja nie jestem członkiem grupy rekonstrukcji historycznej, tylko księdzem, który przekazuje kolejnym pokoleniom najpiękniejsze skarby Kościoła.

— To są fanaberie i dziwactwa. Traci ksiądz tyle energii, zupełnie niepotrzebnie. Nowa ewangelizacja – to jest przyszłość! – podkreślił.

— To, że ksiądz uważa to za fanaberie i kaprysy, to jest zdanie księdza, które niestety mija się rzeczywistością. Dokładnie tak samo „nowa ewangelizacja” w praktyce mija się z teorią.

— Tak? A ile ludzi przychodzi na tę waszą Mszę trydencką? To się nie przyjmie, bo ludzie nic nie rozumieją.

— Jeśli faktycznie, ludzie nic nie rozumieją z katolickiej Mszy, to jest po części także i owoc pracy księdza. Na Mszę trydencką przychodzą tacy, co chcą wierzyć bardziej i pić z czystego źródła. A poza tym, proszę mi pokazać drugi taki ruch, który byłby tak spychany na margines przez biskupów i kurie, jak nasz? Paradoks polega na tym, że od ponad piętnastu lat ludzie przywiązani do Tradycji

katolickiej są traktowani jako grupa katolików drugiej kategorii. Są im stwarzane wszystkie możliwe przeszkody formalne, odmawia się im sakramentów, brakuje dla nich kościołów, nie posyła się im księży, a tym, którzy i tak nie posłuchają „dobrych rad” – „umila się” życie jeszcze bardziej. I co? I ruch, pomimo braku jakiegokolwiek wsparcia instytucji kościelnych, rozwija się z roku na rok. Trzeba być sprawiedliwym, my nie ma mamy równych szans na rozwój, w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych ruchów. Dlaczego tak jest?

— Nie mam pojęcia, mnie nie przeszkadzacie. Możecie sobie być, bo w sumie to w Kościele dla każdego powinno być miejsce.

— Księdzu nie, ale szkoda że pozostali tak nie myślą. Ruch gromadzi elitę, proszę księdza, to są młodzi katolicy i ich rodziny, którzy chcą czegoś więcej. Są odpowiedzialni i dobrze wykształceni i nie lękają się przyznawać, że są tradycyjnymi katolikami. Ksiądz doskonale wie, jak trudno młodym ludziom przyznawać się do wiary katolickiej, a co dopiero w wydaniu tradycyjnym tzn. integralnym, bez żadnego, „ale” i „moim zdaniem”. I zamiast takich ludzi wspierać, funduje im się

swoistą dyskryminację, którą znoszą latami.

— To rzeczywiście paradoks, ale musicie wiedzieć, że kwestia Soboru... – zaczął ksiądz

— Słyszę to jak mantrę – sobór, sobór, reforma, reforma – wie ksiądz co, czasem kojarzy mi się to z Pawłowym „gdy mówić będą pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada”. To samo słyszałem we Francji. Rozwalili Kościół i są zadowoleni, że skończyli z epoką konstantyńską i „Kościołem wojującym”. Przyszła za to epoka posoborowa i „Kościół dialogujący”. Owoce już widać, tak samo, jak zielone chorągwie wyznawców proroka.

— Bo we Francji źle zrozumieli Sobór i reformę, u nas jest inaczej.

— To po części prawda, ale szybko nadrabiamy zaległości.

— Proponuję nadrobić zaległości przy kolacji, bo nie jadł ksiądz obiadu – na co przystałem z ochotą. (...)

 

 

Powyższe fragmenty stanowią rodzaj wstępu do ksiżki x. Grzegorza Śniadocha IBP pt. Msza Święta Trydencka. Mity i Prawda. Małą Apologia Starej Mszy, której drugie wydanie jeszcze jest dostępne na rynku.


[1]Subdiakonat jest pierwszym stopniem wyższych święceń. Kandydat na kapłana, po wstąpieniu do seminarium, po tonsurze, był zaliczany do kleru i otrzymywał sutannę. Następnie na drodze do kapłaństwa przyjmował cztery święcenia niższe (ostariat, lektorat, egzorcystat, akolitat) oraz trzy wyższe (subdiakonat, diakonat i prezbiterat). Święcenia niższe oraz święcenia subdiakonatu przestały być udzielane na mocy motu proprio Ministeria quaedam wydanego przez Pawła VI w 1972 r. Obecnie święceń tych udziela się w Kościołach Wschodnich oraz  w tych stowarzyszeniach życia apostolskiego, które formują kapłanów wg dawnych zasad jak np. Bractwo Kapłańskie Św. Piotra, Instytut Dobrego Pasterza, czy Instytut Chrystusa Króla Najwyższego Kapłana, a także w zakonach i klasztorach zachowujących tradycyjną obserwancję.

[2]Celebret – jest to dokument wystawiany księdzu przez jego ordynariusza (w przypadku księży diecezjalnych – biskupa danej diecezji, a w przypadku zakonników – przez prowincjała). Dokument ten potwierdza, że dany człowiek faktycznie jest kapłanem i ma prawo sprawowania Eucharystii. Jest to więc jakby legitymacja księdza, którą powinien okazać udając się do kościoła, gdzie nie jest znany, by zostać dopuszczonym do odprawienia Mszy Św.

[3]Olejem katechumenów namaszcza się osoby przygotowujące się do Chrztu świętego.

[4]Rzym się wypowiedział, sprawa jest zakończona.

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!