Św. Stanisława, biskupa, męczennika, patrona Polski

Św. Stanisław

Dlaczego św. Stanisław oraz tak wiele innych postaci w historii Polski uwiera i jest przedmiotem zaplanowanych ataków, działań zmierzających do zacierania ich prawdziwego obrazu?

Dostrzegam dwa rodzaje powodów. Pierwsze, którą są oczywiste i łatwo dostrzegalne oraz takie, co do których możemy snuć tylko hipotezy i je przeczuwać, gdyż ich wyraziste artykułowanie ograniczone jest przez brak wystarczającej ilości źródeł.

Do pierwszej kategorii zaliczyłbym fakt, iż św. Stanisław był i jest symbolem jedności Królestwa Polskiego. Co więcej, ten symbol był i jest, co oczywiste, silnie związany z Kościołem. Zatem trwające dwa stulecia próby podmiany naszych narodowych symboli i dokonania zmian w świadomości Polaków były szczególnie wymierzone w postaci takie jak właśnie św. Stanisław. Działania na rzecz zbudowania nowej narracji, nowej mitologii państwowej, która uczyni Polaków bardziej posłusznymi nowemu władcy, implikowało i implikuje takie właśnie ataki.

Św. Stanisław był i jest postacią na tyle znaną i popularną, że nie było możliwości by ją przemilczeć i gdzieś schować. Skoro zaś nie można było go przemilczeć jego legenda musiała zostać zredagowana na nowo. Ta nowa redakcja oznaczała po prostu oczernienie biskupa.

Moim zdaniem najważniejszym momentem w tej niewesołej historii było opublikowanie eseju Tadeusza Wojciechowskiego z 1904 roku, w którym przedstawiono wypaczony obraz świętego, całkowicie upolityczniając jego działalność i jego relację z władzą państwową. Św. Stanisław zaatakowany został z wyżyn akademickiej katedry, co było dość perfidne i, jak przypuszczam, dobrze obmyślane. Trudno bowiem założyć, że Tadeusz Wojciechowski, wybitna postać krakowskiej i lwowskiej nauki, nie działał tutaj z inspiracji Wiednia. Trudno uwierzyć w szczerość jego intencji. Wiedział przecież, jakie emocje wiążą się ze św. Stanisławem.

W czasie rozbiorów atakowano św. Stanisława z pozycji naukowych, co uniemożliwiało właściwie jakąkolwiek obronę tej postaci. Zastanówmy się bowiem, cóż w pełnym historyków i publicystów historią się parających Krakowie znaczyć może głos wiernych prostaczków modlących się przed ołtarzem św. Stanisława? Niewiele. Cóż wobec swoiście interpretowanych źródeł i publikacji naukowych znaczyć może wiara jakiegoś chłopka z Myślenic? Nic.

Komuniści radykalnie zmienili styl ataku, a w działaniach tych dzielnie im sekundowali pisarze uważani powszechnie za prawicowych. W czasie PRL św. Stanisław stał się bohaterem literatury pop. Pisali o nim Karol Bunsch, który nie mógł zdecydować się czy nazwać świętego zdrajcą czy może tylko hochsztaplerem, a także Waldemar Łysiak, który jest autorem kuriozalnego zupełnie eseju na temat świętego Stanisława zakończonego wierszem o Polsce, która jest niesprawiedliwą matką, bo hołubi zdrajców, a zapomina o prawdziwych bohaterach.

Charakterystyczne dla publicystów i pisarzy zajmujących się historią jest to, że żaden z nich nie potrafi przejść obok postaci świętego obojętnie. Przed wojną Feliks Koneczny próbował wyjaśnić konflikt króla z biskupem na tle zawiłości prawnych, a po wojnie Paweł Jasienica pisał, że św. Stanisław spiskował przeciwko królowi z Niemcami. Nie ma obojętności wokół tej postaci i myślę, że nigdy jej nie będzie.

Czy losy św. Stanisława mogą i dziś być ilustracją tego typu działania władzy świeckiej wyciągającej ręce w kierunku sumień i moralności tak, by je kształtować zgodnie z własną wizją?

Myślę, że tak. Wnioski i lekcja płynąca ze śmierci św. Stanisława wciąż są aktualne. Człowiek podlegający władzy świeckiej ma bowiem przy istnieniu silnej władzy kościelnej dokąd uciec i schronić się przed zakusami świata brutalnej polityki. Ta swoista dwuwładza świata chrześcijańskiego daje poddanemu i obywatelowi więcej wolności i więcej szans.

Kościół współczesny od wielu już lat cofa się szukając kompromisu z władzą świecką. Nie jest to widok budujący ani dający jakieś nadzieje na przyszłość, choć trudno doprawdy człowiekowi nieznającemu dokładnie intencji papieża i biskupów oceniać ich decyzje i postępowanie. Uważam jednak, że odwaga jaką obdarzony był św. Stanisław, jego ofiara i legenda mają tę samą symboliczną wymowę, co dawniej i są ciągle aktualne.

Na naszej, redakcyjnej liście najgorszych Polaków w historii król Bolesław Śmiały, odpowiedzialny za śmierć św. Stanisława, zajmuje poczesne miejsce. Czy per analogiam jego ofiarę można zaliczyć w poczet największych Polaków?

Tak. Według mnie bardzo ważne jest, że Bolesław znalazł się na tej liście. Pokazuje to, jak wiele spośród ludzi roszczących sobie pretensje do właściwego rozpoznawania świadomości Polaków nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistego rozłożenia tych sympatii. Musimy bowiem pamiętać, że Polacy ciągle silnie interesują się własną przeszłością i mają cały czas zaskakująco niezależne sposoby jej oceniania oraz oceniania postaci historycznych. Nie zmienia tego póki co ani polityka mediów, ani zdewastowane szkolnictwo. Postaci takie jak św. Stanisław, systematycznie spychane w cień i przyczerniane, są dla ludzi bardzo ważne.

Przykład świętego Stanisława pokazuje, że zabiegi, których dokonuje się na polskich umysłach nie przynoszą zamierzonych efektów lub nie są one tak wyraziste jak zaplanowano. Warto więc, kiedy tylko jest po temu sposobność, zdobywać się na polemikę z czarną legendą świętego Stanisława. To ważne, tym ważniejsze, że o świętych w polskiej historii mówi się mało albo wręcz wcale.


 

Hymn Gaude Mater Polonia powstał w 1253 roku na okoliczność kanonizacji św. Stanisława ze Szczepanowa. Najprawdopodobniej na prośbę ówczesnego biskupa krakowskiego - Prandoty, Wincenty z Kielczy napisał tekst i melodie oficjum brewiarzowego o św. Stanisławie „Dies adest celebris”, a także hymn „Gaude Mater Polonia” oraz sekwencję „Laeta mundus exultans te laude laudet, Stanislae”. Taka była ówczesna praktyka - kto pisał oficjum rymowane, tworzył także hymn i sekwencję. Utwór opowiada o sporze świętego z królem Bolesławem II Śmiałym, męczeństwie świętego oraz towarzyszących jego śmierci cudach. Pisał je w czasach panowania księcia Bolesława II Wstydliwego, który będąc na tronie przez 30 lat nie potrafił zjednoczyć Polski rozdrobnionej na 20 dzielnic. Poeta wspomina о wielkim cudzie. Podobno po poćwiartowaniu ciała Stanisława, nastąpiło cudowne zrośniecie się jego części i do grobu złożono ciało w całości. А tego cudu strzegły orły na niebie, odstraszając inne ptaki przed rozdziobaniem ciała świętego. Owe orły i pośmiertne zrośnięcie się symbolizowały najprawdopodobniej żywą wiarę Polaków w szybkie zjednoczenie kraju i zwycięstwo królewskiego orła na sztandarach (nastąpiło to w kilkadziesiąt lat po kanonizacji św. Stanisława – za czasów króla Władysława I Łokietka).

Ks. prof. Hieronim Feicht (1894-1967) dzięki swojej wieloletniej pracy badawczej nad średniowiecznymi zabytkami muzyki polskiej, poszerzył naszą wiedzę о hymnie Gaude, mater Polonia. Uczony ten twierdził, że melodia utworu „ma budowę symetryczną, typu łukowego czy kolistego, а więc budowę odpowiadającą pieśni ludowej”. Kompozycja Wincentego z Kielczy nie jest kopią znanych już hymnów łacińskich, możliwe jest że inspiracją była melodia polska. Inne źródła podają, że melodia Gaude, mater Polonia nie jest dziełem Wincentego z Kielczy, lecz została przez niego przejęta z trzynastowiecznego hymnu na cześć św. Dominika Gaude, Mater Ecclesia, wywodzącego się ze środowiska dominikanów włoskich. Dostojny, pełen majestatu, podniosły charakter tej pieśni sprawił, że już w średniowieczu zyskała ona ogromną popularność. Hymn ten jest jednym z najpiękniejszych śpiewów chorałowych późnego średniowiecza, dlatego też jego melodia od już ponad 750 lat cieszy się popularnością. Stosowano ją do hymnów na cześć innych świętych. Znalazła się też w hymnie dziękczynnym za zwycięstwo pod Chocimiem w 1621 roku. Pieśń ta towarzyszyła i nadal towarzyszy uroczystościom religijnym i narodowym. Dziś pieśń (najczęściej pierwsza zwrotka) rozbrzmiewa w czasie inauguracji roku akademickiego na wyższych uczelniach, podobnie jak „Gaudeamus igitur”.

Obecnie największą popularnością cieszy się hymn w opracowaniu na czterogłosowy chór mieszany, którego autorem jest Teofil Tomasz Klonowski (1805—1876), kompozytor, dyrygent i pedagog poznański, autor dwutomowego, niezwykle cennego, śpiewnika kościelnego pt. „Szczeble do nieba” (Poznań 1867).


Za: pch24.pl

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!