Św. Alfons Liguori: "O zgadzaniu się z wolą Bożą" (cz. II)

sw. Alfons

III. Zjednoczenie z Wolą Bożą napełnia duszę pokojem i szczęściem.

Kto doskonale zgadza się z Wolą Bożą ten nie tylko uświęca się, lecz nadto już tu na ziemi cieszy się trwałym pokojem. Bardzo mądry władca Alfons Wielki, król aragoński, zapytany pewnego dnia, kogo uważa za najszczęśliwszego na tym świecie, taką dał odpowiedź „Tego, który zdaje się na Wolę Bożą i z rąk Jego przyjmuje rzeczy pomyślne i przeciwne." Miłującym Boga wszystko pomaga ku dobremu (Rz 7, 28).

Prawdziwi miłośnicy Boga są zawsze zadowoleni, gdyż całą ich rozkosz stanowi stosowanie się do Woli Bożej nawet w przeciwnościach; w ten sposób same przykrości zamieniają się dla nich w radość, bo cieszy ich ta myśl, że przyjmując je chętnie, sprawiają radość Sercu Bożemu. Nie zafrasuje sprawiedliwego,

cokolwiek nań przypadnie (Przyp 12, 21). I rzeczywiście czyż może być dla człowieka większe szczęście nad to, gdy widzi, że wszystko idzie po jego myśli. Jeśli zaś kto chce jedynie tego, czego chce Bóg, to ponieważ nic na świecie (z wyjątkiem grzechu) nie dzieje się bez Woli Bożej, więc dzieje się to, czego on sam chce. Czytamy w żywotach Ojców o pewnym rolniku, którego ziemia wydawała obfitsze plony niż innych. Zapytany, skąd by to mogło pochodzić, odpowiedział: „Nie dziwcie się temu, gdyż mam zawsze taką pogodę, jakiej pragnę." „Jak to?" — zapytano. „Tak jest — odrzekł — ja nie pragnę innej pogody, jak tylko tej, 'którą zsyła Pan, a ponieważ stosuję się całkowicie do Woli Bożej, przeto i Bóg daje mi takie plony, jakich pragnę". Powiada Salwian, że dusze doskonale zdane na Wolę Boża, kiedy spotyka je upokorzenie, pragną być upokorzone; kiedy cierpią niedostatek, życzą sobie ubóstwa; jednym słowem pragną zawsze tego, co na nie spada, i dlatego już w tym życiu są szczęśliwe. Kiedy nastają mrozy czy upały, kiedy przychodzą ulewy i nawałnice człowiek zdany na Wolę Bożą mówi: Chcę, by były mrozy, upały, by padał deszcz i szalały wichry, bo tak chce Bóg". Kiedy spadnie nań bieda, prześladowanie, choroba, a nawet śmierć, mówi:

Chcę być ubogi, prześladowany, chcę cierpieć dolegliwości, a nawet umrzeć, bo tak się podoba Bogu." To jest owa wspaniała wolność, którą cieszą się dzieci Boże, a która więcej znaczy niż wszystkie zaszczyty i królestwa tego świata. To jest ów głęboki pokój, którego doznają święci, który przewyższa wszelki zmysł (Fil 4, 7), wszystkie rozkosze zmysłowe, uczty i zabawy, zaszczyty i inne przyjemności światowe. Są bowiem próżne i znikome, chwilowo dogadzają zmysłom, ale nie dają duszy prawdziwego zadowolenia, a nawet powodują udręczenie duchowe. Dlatego Salomon zakosztowawszy do syta takich rozkoszy ziemskich zawołał z goryczą: Ale i to marność i udręczenie ducha(Ekli 4, 16). Głupiec — powiada Duch Święty — odmienia się jako księżyc, człowiek święty trwa w mądrości jako słońce (Ekli 27, 12). Głupiec, to jest grzesznik, odmienia się jako księżyc, którego dziś przybywa, a jutro ubywa; dzisiaj zobaczysz go uśmiechniętego, jutro zapłakanego, raz będzie łagodny, to znowu rozwścieczony niby tygrys. Dlaczego tak jest? Ponieważ jego zadowolenie lub niezadowolenie zależy od tego, czy mu się wiedzie wszystko po myśli, czy też nie i dlatego zmienia się wraz ze zmianą spotykających go okoliczności. Sprawiedliwy natomiast podobny jest do słońca, które zawsze równym jaśnieje blaskiem bez względu na to, co się dzieje w świecie. Dlatego znajduje zadowolenie w zdaniu się na Wolę Bożą i stąd zażywa niczym niezmąconego pokoju. A na ziemi pokój ludziom dobrej woli (Łk 2, 14) — powiedział Anioł pasterzom.

A którzy to ludzie są dobrej woli, jeśli nie ci, którzy zdani są zawsze na najlepszą przecież i najdoskonalszą Wolę Bożą? Wola Boża dobra i przyjemna i doskonała (Rz 12, 2). Tak zaiste, gdyż Bóg chce tylko tego, co jest najlepsze i najdoskonalsze. Święci w zjednoczeniu z Wolą Bożą już tu na ziemi znajdowali przedsmak nieba. Dawni Ojcowie — powiada św. Doroteusz — żyli w wielkim pokoju, gdyż wszystko przyjmowali z rąk Bożych. Św. Maria Magdalena de Pazzis na sam dźwięk słowa „Wola Boża" doznawała tak wielkiej pociechy, że odchodziła od zmysłów z nadmiaru miłości. Wprawdzie nie podobna, aby przeciwności nie dały się odczuć zmysłom, aby w niższej części duszy nie powstało czasem pewne zamieszanie, ale za to wyższa sfera ducha, jednocząc się z Wolą Bożą, może się cieszyć trwałym pokojem. Radości waszej — powiedział Zbawiciel apostołom — nikt od was nie odejmie...aby radość wasza była pełna (J 16, 22, 24). Kto zawsze zgadza się z Wolą Bożą, ten ma w sercu radość pełną i trwałą: pełną, gdyż, jak powiedziano wyżej, ma wszystko czego sobie życzy; trwałą, ponieważ radości tej nikt duszy odebrać nie może tak, jak nikt nie może przeszkodzić, aby się nic działo to, czego Bóg chce. O. Tan Tauler opowiada sam o sobie, że przez długie lata prosił Boga, żeby mu zesłał kogoś, kto by go nauczył życia prawdziwie duchownego Pewnego dnia usłyszał głos: „Idź do kościoła, a znajdziesz, czego szukasz." Idzie więc do domu Bożego i przy drzwiach spotyka stojącego boso, łachmanami pokrytego żebraka. „Dzień dobry, przyjacielu" — mówi doń. Żebrak na to odpowiada:

„Wielebny ojcze, nie przypominam sobie, bym miał kiedy dzień zły." „Niech ci Bóg da szczęście w życiu" — życzy kapłan.

„Ależ ja nigdy nie byłem nieszczęśliwy". — odpowiada żebrak i dodaje zaraz:

„Ojcze, nic na darmo powiedziałem, że nie miałem ani jednego złego dnia, bo kiedy głód mi doskwiera, chwalę Boga; uwielbiam Go, gdy pada śnieg czy też deszcz; gdy mnie poniżają ludzie, przepędzają, gdy jakiej innej doznam krzywdy, za wszystko chwalę Boga Powiedziałem następnie, że nigdy nie byłem nieszczęśliwy i to również jest prawdą, bo zwykłem zawsze i bez zastrzeżeń chcieć tego, czego chce Bóg. Dlatego z radością przyjmuję z ręki Bożej jako rzecz dla mnie najlepszą wszystko, cokolwiek mi się przydarzy, bez względu na to, czy są to rzeczy mile, czy przykre, i to jest źródłem mego szczęścia." „A cóżbyś tak powiedział na to, — ciągnął dalej Tauler — gdyby Bóg zechciał, byś poszedł na potępienie?" „Gdyby Bóg tego chciał — odpowiedział żebrak — wtedy z pokorą i miłością przywarłbym do stóp Bożych i trzymałbym ich się tak mocno, że Bóg, chcąc mnie strącić do piekła, musiałby iść tam razem ze mną, a tak znowu milej by mi było z Nim w piekle, niż bez Niego używać wszelkich radości w niebie." „A gdzie znalazłeś Boga?" — pyta znowu kapłan. „Znalazłem Boga tam, gdzie porzuciłem stworzenia."

„Ktoś ty jest?" „Ja jestem król." „A gdzie twoje królestwo?" „Królestwo moje jest w mej duszy, gdzie wszystko trzymam w porządku, namiętności poddaje rozumowi, a rozum Bogu."

Na koniec zapytał jeszcze Tauler, w jaki sposób doszedł do tak wielkiej doskonałości. Żebrak odpowiedział: „Sprawiło to milczenie; powstrzymywałem się od rozmów z ludźmi, by rozmawiać z Bogiem; było to zjednoczenie z moim Panem i to dawało mi i daje pokój serca." Takie to przedziwne skutki sprawiło zjednoczenie z Wolą Bożą. Ów żebrak w swoim ubóstwie był bogatszy od wszystkich władców świata, a w cierpieniach swoich szczęśliwszy od światowców ze wszystkimi ich ziemskimi rozkoszami.

IV. Bóg pragnie jedynie naszego dobra.

O jak szaleni są ci, którzy sprzeciwiają się Woli Bożej! Muszą przecież znosić różne dolegliwości, bo nikt przecie nie może przeszkodzić wypełnieniu się wyroków Bożych — Któż się sprzeciwi Woli Jego? (Rz 9, 19) — co więcej cierpią bez korzyści dla siebie, a nawet większe ściągają na się kary w życiu przyszłym i większy niepokój w doczesnym. Kto się Mu sprzeciwił, a miał pokój? (Job 9, 4).

Niech krzyczy, ile chce, chory w boleściach swoich, niech biedak narzeka na Boga w niedostatku swoim, niech się nawet miota w szale i przeklina, ile mu sił starczy, na cóż mu się to wszystko przyda? Chyba tylko na to, by podwoić cierpienia. Czegóż szukasz, człowiecze, — odzywa się Św. Augustyn — szukając dóbr rozmaitych? Szukaj jednego dobra, w którym są wszystkie inne. Czegóż szukasz, człowiecze, poza Bogiem? Szukaj Boga, jednocz się z Nim, przylgnij doń z wolą swoją, a będziesz zażywał trwałego szczęścia w tym i w przyszłym życiu. Czegóż bowiem pragnie Bóg, jeżeli nie naszego dobra? Czyż znajdziemy kogoś, kto by nas kochał więcej niż Pan Bóg? Bóg tego przecież jedynie chce, aby nikt nic zginął, lecz by wszyscy byli zbawieni i doszli do świętości. Chcąc, aby nikt nie zginął, ale żeby się wszyscy do pokuty nawrócili (2 P 3, 9). Albowiem Wolą Bożą jest poświecenie wasze (1 Tes 4, 3). Bóg złączył z naszym szczęściem swoją chwałę, ponieważ z natury swojej jest nieskończoną dobrocią, — mówi o tym św. Leon słowami: Bóg, którego naturą jest dobroć — a dobroć z istoty swojej dąży do udzielania się innym. Dlatego Pan Bóg pragnie usilnie, by dusze uczestniczyły w Jego dobrach i szczęśliwości. Jeśli nawet zsyła na nas w życiu doczesnym utrapienia, to czyni to dla naszego dobra. Wszystko pomaga ku dobremu (Rz 8, 28). Nawet i kary, które Bóg zsyła na nas, nie mają na celu naszej zguby, lecz poprawę życia i zbawienie wieczne, jak to wyraziła Judyta słowami: Kaźń Pańska... ku poprawie, a nie ku zatraceniu naszemu się stała (Judyt 8, 27).

Pan Bóg, aby zachować nas od zguby wiecznej, osłania nas niby tarczą swoją Wolą. Panie, jako tarczą dobrej Woli Twojej otoczyłeś nas (Ps. 5,13). Pan nie tylko pragnie naszego zbawienia, ale i usilnie o nic zabiega. Pan stara się o mnie (Ps 39, 18). Czegóż bowiem mógłby nam odmówić Bóg, powiada św. Paweł, skoro dal nam własnego Syna Jednorodzonego? Boć Ten, co własnemu Synowi nie przepuścił, ale Go za nas wszystkich wydał, jakżeby mógł z Nim razem wszystkiego nam nie darować? (Rz 8, 32). A przeto z ufnością bez granic powinniśmy poddawać się zrządzeniom Bożym, bo wszystkie one mają na celu nasze dobro. Mówmy we wszystkich okolicznościach życia: W pokoju będą wraz spał i odpoczywał, bo Ty, Panie, osobliwie w nadziei postawiłeś mnie (Ps 4, 9 n.). Oddajmy się tedy wszyscy całkowicie w ręce Boże. On otoczy nas najczulszą opieką. Wszelką troską waszą Nań składając, gdyż On ma pieczę o was (1 P 5, 7). Myślmy o Bogu i wypełniajmy Jego Wolę, a On będzie myślał o nas i o naszym szczęściu. „Córko moja, powiedział Pan Jezus do św. Katarzyny ze Sieny, myśl o Mnie, a Ja będę zawsze pamiętał o tobie." Powtarzajmy często z Oblubienicą świętą:

Miły mój mnie, a ja jemu (Pieśń 2, 16). Umiłowany mój myśli o moim szczęściu, przeto i ja nie chcę myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, aby się Jemu przypodobać i zastosować się we wszystkim do Jego najświętszej Woli. Św. opat Nilus zwykł był mawiać, że nie powinniśmy prosić o to, by zesłał nam to, co nam się podoba, lecz by spełniła się w nas Jego Wola.

A gdy przyjdą na nas przeciwności, przyjmujmy je z ręki Bożej nie tylko cierpliwie, ale nawet z radością, naśladując w tym apostołów, którzy szli, radując się, iż się stali godnymi dla imienia Jezusowego zelżywość cierpieć (Dz 5, 41). Jakaż może być większa pociecha dla duszy znoszącej jakieś cierpienie od świadomości, że cierpiąc z dobrej woli sprawia największą, jaką tylko może, radość Sercu Bożemu. Powiadają mistrzowie życia duchownego, że chociaż podoba się Bogu pragnienie niektórych dusz ponoszenia cierpień z miłości ku Niemu, to jednak jeszcze bardziej miłe Mu jest doskonałe zjednoczenie się z Jego Wolą tych, którzy nie pragną ni cierpienia ni radości, lecz całkowicie zdani na Najświętszą Wolę Pana chcą wypełnić to, czego się On domaga.

Jeśli więc chcesz, duszo pobożna, podobać się Bogu i prowadzić życie szczęśliwe na ziemi, łącz się zawsze i we wszystkim z Najśw. Wolą Bożą. Weź pod uwagę to, że grzechy przeszłego życia twego, które przepędziłaś może w rozterce wewnętrznej i goryczy, są następstwem twego oderwania się od Woli Bożej. Od dziś więc obejmij całym sercem Wolę Bożą i we wszystkim, co cię spotka, mów zawsze: Tak, Ojcze, iż tak upodobało się przed Tobą (Mt 11, 26). Tak niech będzie, Panie, ponieważ tak się Tobie podobało. Kiedy wstrząśnie twym wnętrzem jakaś przeciwność, pomyśl sobie, że zsyła ci ją Bóg, i powiedz sobie:

Bóg tak chce i uspokój się. Zaniemiałem i nie otworzyłem ust swoich, boś Ty uczynił (Ps 38, 10). Panie, ponieważ Tyś to uczynił, przyjmuję to w milczeniu. Do tego więc niech zdążają wszystkie twoje myśli i modlitwy, proś Boga w czasie rozmyślania, przy Komunii św. i nawiedzeniu Najśw. Sakramentu, by ci udzielił łaski doskonałego zdania się na Jego Wolę. Oddawaj się nieustannie Bogu tymi słowami: Oto jestem, Boże mój, czyń ze mną i ze wszystkim, co do mnie należy, wedle Najśw. Woli Swojej. To było stałe ćwiczenie św. Teresy; przynajmniej 50 razy na dzień święta ofiarowywała się Bogu, aby rozporządzał nią wedle Swego upodobania. O szczęśliwy będziesz, drogi mój czytelniku, jeśli takie będzie zawsze twoje postępowanie! Na pewno dojdziesz do świętości. Żyć będziesz szczęśliwie i jeszcze szczęśliwiej umrzesz. Cała nasza nadzieja co do zbawienia tych, którzy odchodzą z tego świata, zależy od tego, czy umarli zdali się na Wolę Bożą czy też nie. Jeśli więc nie tylko za życia przyjmowałeś wszystko z rąk Bożych, ale i samą śmierć przyjmiesz, by spełnić Wolę Bożą, to bądź pewny, że osiągniesz zbawienie i umrzesz jak święty.

Oddajmy się więc bez zastrzeżeń na Wolę Pana. On jest Mądrością samą i wie najlepiej, co jest dla nas najlepsze. On jest miłością samą, z miłości ku nam wydał swe życie i dlatego chce tylko naszego dobra. Bądźmy najzupełniej o tym przekonani, powiada św. Bazyli, że Bóg bez porównania lepiej zabiega o dobro nasze, niżbyśmy sami zdołali to uczynić, a nawet pragnąć.

V. Wskazówki praktyczne.

Ale przejdźmy już do szczegółowego omówienia spraw, w których mamy się zdawać na Wolę Bożą.

Po pierwsze: Powinniśmy się zgadzać z Wolą Bożą w rzeczach naturalnych, niezależnych od naszej woli, jak np. kiedy nastają wielkie upały, mrozy, ulewy, głód, zaraza itp.

Strzeżmy się wtedy takich narzekań jak: O jakiż nieznośny upał! Go za straszliwy mróz! Co za nieszczęście! Jakiż to smutny los! Co za potworne czasy! Unikajmy i innych utyskiwań, które zdradzają opieranie się Woli Bożej. Powinniśmy chcieć każdej rzeczy taką, jaką ona jest, bo Bóg to wszystko tak zarządził. Św. Franciszek Borgiasz przyszedł w nocy w czasie zawiei śnieżnej do jednego z domów swego zakonu, pukał kilkakrotnie, ale nikt mu nie otwierał, bo wszyscy spali. Nazajutrz zakonnicy żałowali go, że musiał tak długo czekać na dworze. Święty odpowiedział, że w tym czasie doznawał wielkiej pociechy w myśli, że to sam Bóg zasypuje go tak obficie płatkami śniegu.

Po drugie: Trzeba nam też zgadzać się z Wolą Bożą we wszystkim, co się odnosi do nas samych, kiedy mianowicie przychodzi nam cierpieć głód, pragnienie, ubóstwo, opuszczenie wewnętrzne, pogardę od ludzi. We wszystkich tych okolicznościach należy mówić:

Panie, czyń ze mną, co ci się podoba, zgadzam się na wszystko. Chcę tylko tego, czego Ty chcesz.

Podobnie powinniśmy mówić, jak poucza św. Rodriguez, w wypadkach pokusy szatańskiej, jaką nam niekiedy zły duch podsuwa, by spowodować nasze przyzwolenie na zło, lub przynajmniej zaniepokoić nas wewnętrznie. Cóżbyś powiedział, gdyby ci tamten tak a tak powiedział? Cobyś zrobił, gdyby ci ów to a to wyrządził? Odpowiadajmy w takich wypadkach zawsze: Powiedziałbym. zrobiłbym to, czego chce Pan Bóg. W ten sposób uwolnimy się od upadku i przykrych myśli.

Po trzecie: Jeśli mamy jakieś braki naturalne duszy lub ciała np. krótką pamięć, słabe zdolności, wątłe zdrowie, pokaleczone członki, nie narzekajmy. Czy zasłużyliśmy na co więcej? Czy Bóg obowiązany był dać nam bystrzejszy umysł, doskonalej zbudowane ciało? Czyż nie mógł nas stworzyć nawet zwierzętami? Albo zostawić w nicości? Czyż ten, kto otrzymuje dar, ma prawo powoływać się na sprawiedliwość? A przeto dziękujmy Bogu za to, co dał nam z samej tylko dobroci i bądźmy zadowoleni z tego, co mamy i czym jesteśmy. Któż to bowiem może wiedzieć czy nie stracilibyśmy duszy swojej, gdybyśmy mieli większe zdolności umysłu, lepsze zdrowie, piękniejszy wygląd? Dla wielu już zdolności i wiedza stały się okazją do zguby, gdyż za wysokie mieli mniemanie o sobie i pogardzali innymi. Na to niebezpieczeństwo zawsze narażeni są ci, którzy przewyższają drugich wiedzą i zdolnościami. Innych znowu wdzięki ciała i siła fizyczna zaprowadziły na drogę występku i zbrodni. Przeciwnie, ileż to było takich, którzy dlatego, że byli ubodzy, chorowici lub niemiłej powierzchowności, nie tylko zbawili się, ale doszli do wielkiej świętości; gdyby byli bogaci, zdrowi, urodziwi, może byliby się potępili. Dlatego poprzestawajmy na tym, cośmy od Boga otrzymali. Wszak jednego tylko potrzeba (Łk 10, 42). Nie jest koniecznie potrzebna piękność, zdrowie, nadzwyczajne zdolności umysłu; jedynie zbawienie duszy jest niezbędnie konieczne.

Po czwarte: Powinniśmy w szczególności zdać się na Wolę Bożą w czasie choroby, przyjąć ją z ochotą w taki sposób i na taki czas, jak Bóg chce. Należy wprawdzie używać zwykłych środków zaradczych, gdyż i tego chce Pan Bóg; jeśli jednak środki te zawodzą, zdajmy się i wtedy na Wolę Bożą, a odniesiemy stąd większą korzyść aniżeli ze zdrowia. Panie, mówmy wtedy, nie pragnę ani wyzdrowienia ani choroby; chcę tylko tego, czego chcesz Ty. Doskonalszą bez wątpienia jest rzeczą nie uskarżać się nigdy na boleści w czasie choroby, lecz jeśli dokuczają one nam bardzo dotkliwe, nie jest błędem opowiedzieć o tym przyjaciołom, a nawet prosić Boga, aby nas od nich uwolnił. Jeśli dokuczają nam bardzo, powtarzam, ponieważ wiele dusz wpada w ten wyraźny błąd, że w razie jakiegokolwiek zwyczajnego nawet cierpienia czy przykrości pragną, żeby cały świat płakał ze współczucia nad nimi. Wszakże i sam Pan Jezus krótko przed gorzką męką odkrył swe cierpienia przed uczniami słowami: Smutna jest dusza moja aż do śmierci (Mt 26, 38), a następnie prosił Ojca, by Go uwolnił od nich — Ojcze jeśli można, rzecz, niech odejdzie ode mnie ten kielich (Tamże 39). Ale też Pan Jezus nauczył nas, co czynić po takiej modlitwie, a mianowicie zdać się natychmiast na Wolę Bożą i dodać: Wszakże nie jako ja chcą, lecz jako Ty (Tamże 39).Jakże nierozumnie mówią ci, którzy twierdzą, że pragną zdrowia nie dlatego, jako by się bali cierpienia, lecz ponieważ chcieliby lepiej służyć Bogu, doskonalej zachowywać regułę zakonną, pracować dla dobra klasztoru, chodzić do kościoła, do Komunii Św., odbywać ćwiczenia pokutne, oddawać się naukom, pracować nad zbawieniem dusz przez słuchanie spowiedzi i głoszenie kazań! Lecz pytam się, duszo pobożna, powiedz mi, dlaczego pragniesz czynić te wszystkie rzeczy? Czy dlatego, aby się przypodobać Bogu? Ale w takim razie dlaczego myślisz o oddawaniu się modlitwie, o przystępowaniu do Komunii Św., pokucie, naukach, mówieniu kazań, skoro jasną jest rzeczą, że obecnie nie żąda Bóg od ciebie tego wszystkiego, chce tylko, żebyś z cierpliwością znosiła choroby i boleści, jakie ci zsyła. Łącz przeto cierpienia swoje z cierpieniami Jezusa Chrystusa. Odpowiesz mi może: Przykro mi, że wskutek choroby swojej jestem nieużyteczna, a nawet ciężarem dla zgromadzenia, dla domu, w którym żyję. Na to odpowiadam: Jeżeli ty godzisz się na Wolę Bożą, to musisz przypuszczać, że i twoi przełożeni zgadzają się z nią, wiedząc, że nie przez lenistwo, lecz przez zrządzenie Boże stałaś się ciężarem dla domu. Podobne pragnienia i ubolewania nie wypływają zresztą z miłości ku Bogu, lecz z miłości własnej, która pod różnymi pozorami chce się uchylić od spełniania Woli Bożej. Chcemy się podobać Bogu? W takim razie, gdy choroba przykuje nas do łoża boleści, powtarzajmy to jedno zdanie do Pana: Bądź Wola Twoja.

Powtarzajmy wtedy te słowa po sto i tysiąc razy, a tymi aktami bardziej przypodobamy się Bogu, aniżeli przez wszystkie umartwienia i nabożeństwa, jakiebyśmy odbywać chcieli. Nie ma bowiem lepszego sposobu służenia Bogu, jak ochotne przyjmowanie Woli Bożej.

W. O. Avila pisał do pewnego chorego kapłana: „Przyjacielu, nie zastanawiaj się nad tym, obyś mógł zdziałać, gdybyś był zdrowy, lecz spokojnie przyjmuj chorobę twoją, jak długo Bogu podobać się będzie. Jeśli szukasz jedynie Woli Bożej, to cóż ci na tym może zależeć, czy jesteś zdrowy, czy chory?... „I miał słuszność, gdyż nie uczynki nasze przynoszą chwałę Bogu, lecz całkowite zdanie się na Wolę Bożą. Stąd też Św. Franciszek Salezy mówi, że lepiej służyć Bogu cierpieniem, aniżeli działaniem. W wielu wypadkach nie będziemy może mieć lekarza i lekarstw, albo też lekarz nie pozna się na chorobie; otóż i w tym trzeba się zdać na Wolę Ojca w niebiesiech, który tak zarządza dla naszego dobra. Opowiadają, że pewien człowiek miał wielkie nabożeństwo do św. Tomasza Kantuareńskiego i gdy zachorował, udał się na grób tego świętego, aby prosić go o zdrowie. I rzeczywiście wrócił do domu zdrowy. Przyszła mu jednak wtedy taką myśl: A może choroba byłaby mi więcej pomogła do zbawienia? a w takim razie, co mi po zdrowiu? Z takimi myślami wrócił do grobu świętego i prosił go, aby mu wyprosił u Boga to, co jest pożyteczniejsze dla wiecznego zbawienia. Po takiej modlitwie popadł na nowo w chorobę i odtąd już sobie nie przykrzył, lecz przyjmował ją spokojnie w tym przekonaniu, że Pan Bóg zsyła mu ją dla większego jego dobra. Opowiada też Suriusz, że pewien ślepy odzyskał wzrok za przyczyną św. Bedasta biskupa.

Otrzymawszy tę łaskę modlił się, by Pan Bóg zabrał mu wzrok, gdyby ten miał zaszkodzić jego duszy. I oto znowu popadł w ślepotę. Stąd widzimy, że w razie choroby najlepiej jest nie pragnąć ani zdrowia ani choroby, lecz oddać się zupełnie Woli Bożej, aby nami rozporządzała wedle swego upodobania. A jeśli już koniecznie chcemy się modlić o zdrowie, prośmy o nie zawsze przynajmniej ze zdaniem się na Wolę Bożą i pod warunkiem, że zdrowie ciała nie wyjdzie na szkodę duszy. W przeciwnym bowiem razie modlitwa będzie niewysłuchana, gdyż modlitwy nie połączonej z poddaniem się Woli Bożej Pan Bóg nie wysłuchuje. Czas choroby nazywam kamieniem probierczym ducha, gdyż wtedy okazuje się, jaka jest wartość rzeczywista cnoty duszy. Jeśli dusza nie trwoży się, nie narzeka, nie dochodzi, dlaczego tak jest, lecz słucha lekarzy i przełożonych, zachowuje całkowity spokój i poddaje się bez zastrzeżeń Woli Bożej, to widać, że cnota jej jest mocno ugruntowana. Lecz cóż sądzić o takim chorym, który nieustannie skarży się, że inni niedostatecznie o niego dbają, że cierpienia nieznośne, lekarstwa mało skuteczne, lekarz niedoświadczony? Co mniemać o takim, który na Boga się żali, że go za bardzo doświadcza? Opowiada św. Bonawentura w życiu św. Franciszka, że gdy tenże wił się pewnego dnia w niezwykłych boleściach, jeden z obecnych zakonników rzekł w prostocie swojej: „Ojcze, proś Boga, żeby był łagodniejszy dla ciebie, gdyż zdaje się, że cię za bardzo doświadcza." Św. Franciszek usłyszawszy to aż krzyknął i takie wyrzekł słowa: „Słuchaj, gdybym nie wiedział, że słowa te przypisać należy twej prostocie, to bym cię nie chciał więcej widzieć dlatego, że odważyłeś się ganić sądy Boże". Po tych słowach, choć był bardzo osłabiony i wycieńczony chorobą, zwlókł się z posłania na ziemię, a całując ją wołał: „Panie, dziękuję Ci za wszystkie cierpienia, które mi zsyłasz. Proszę, byś zesłał jeszcze więcej, jeśli tak Ci się spodoba. Radością moją będzie, jeśli cierpieniami będziesz mnie doświadczał, a nie oszczędzał, bo spełnianie Twojej Najśw. Woli jest dla mnie największą pociechą, jakiej mogę doznać w tym życiu.”

Po piąte: Podobnie zachować się należy w razie utraty osoby, z której mieliśmy wielkie korzyści duchowne czy doczesne. Dusze pobożne popadają niejednokrotnie w tym względzie w znaczne błędy, nie umiejąc się niejednokrotnie zastosować do Woli Bożej. Uświęcenie nasze ma być nie dziełem kierownika duchownego, lecz dziełem samego Boga. Wprawdzie Pan Bóg chce, abyśmy szukali kierownictwa i pomocy u ojca duchownego, kiedy nam go daje, ale kiedy nam go odbiera, chce znowu, abyśmy się z tym pogodzili, a za to starali się pomnożyć w sobie ufność w dobroć Bożą i mówić często w modlitwie: „Panie, Tyś mi dał tę pomoc, Tyś mi ją znowu odebrał, niech się dzieje zawsze Wola Twoja. Lecz teraz racz mi zastąpić kierownika mej duszy i oświeć mnie, jak mam Ci służyć." W podobny sposób winniśmy przyjmować z rąk Bożych wszystkie inne krzyże, jakie Opatrzność na nas zsyła. Lecz może mi powiesz: „Cierpienia, które znoszę, są karą za moje grzechy". „Choćby i tak było, to czyż te kary, jakie Bóg zsyła nam w tym życiu, nie są raczej łaskami i dobrodziejstwami? Skorośmy obrazili Boga, musimy zadośćuczynić sprawiedliwości Jego w tym albo w przyszłym życiu. Powinniśmy przeto powtarzać za św. Augustynem: Tu pal, tu siecz, tu nie przepuszczaj, byłeś przebaczył w wieczności , albo też za sprawiedliwym Jobem: I niech mi to będzie za pociechę, iż trapiąc mnie boleścią nie folgował (Job 6, 10).

Kto zasłużył na piekło, powinien cieszyć się, widząc, iż Bóg karze go w tym życiu, gdyż to słusznie może go napawać otuchą, że dobroć Boska chce go zachować od potępienia wiecznego. Ile razy przeto Bóg karze nas, mówmy tak, jak mówił arcykapłan Heli: „Pan ci jest, co dobre jest w oczach Jego, niech czyni (1 Król 3, 18).

Po szóste: Należy się godzić na Wolę Bożą w opuszczeniu wewnętrznym. Kiedy dusza zaczyna się oddawać życiu duchownemu, zwykł ją Pan Bóg darzyć obfitymi pociechami, aby ją tym sposobem oderwać od pociech światowych; lecz skoro już jest ona do pewnego stopnia utwierdzona w cnocie, usuwa Bóg rękę swoją, aby się niejako przekonać, czy dusza miłuje Go naprawdę, czy gotowa Mu służyć bez natychmiastowej zapłaty w postaci odczuwanych pociech duchownych. W czasie życia ziemskiego, powiada św. Teresa, zysk nasz nie polega na używaniu pociech Bożych, lecz na spełnianiu Woli Bożej. A na innym miejscu: „Miłość Boża nie polega na tkliwości, lecz na służeniu Bogu w pokorze i ze stanowczością." A. jeszcze na innym miejscu: „ Oschłościami i pokusami zwykł Pan doświadczać miłośników swoich.” Kiedy przeto dusza obfituje w pociechy, powinna dzięki czynić serdeczne Panu, lecz z drugiej strony nie powinna także popadać w niecierpliwość lub smutek, kiedy czuje się opuszczoną. Ta ostatnia uwaga jest wielkiej doniosłości, gdyż wiele jest dusz nieroztropnych, które w czasie wewnętrznego opuszczenia sądzą, że je Bóg odrzucił od siebie, albo że nie dla nich jest życie wewnętrzne, a przez to tracą wszystko, co dawniej zyskały, i zaniedbują modlitwę. i nie ma czasu sposobniejszego do wyćwiczenia się w wypełnianiu Woli Bożej, jak czas wewnętrznych oschłości. Nie mówię, że masz nie odczuwać smutku i boleści z powodu utraty uczucia obecności Bożej; nie podobna, aby dusza tego boleśnie nie odczuwała i aby się na mękę swoją miłośnie nie skarżyła, skoro sam Zbawiciel na krzyżu skarżył się z tego samego powodu, wołając: Boże mój! Boże mój! Czemuś mnie opuścił (Mt 27, Lecz mimo wszystko powinna jednak zdawać się na Wolę Bożą. Wszyscy święci doznawali tego wewnętrznego opuszczenia i osamotnienia. Cóż to za oschłość serca, której doświadczam — skarży się np. Św. Bernard — nie znajduję radości w czytaniu, modlitwie i rozmyślaniu... Święci byli przeważnie w oschłości, a nie w pociechach. Tych ostatnich udziela Bóg rzadko i to duszom słabszym, aby nie ustawały w walce duchownej; innym zachowuje nagrodę, którą stanowią pociechy duchowne, na wieczność. Ziemia nasza jest miejscem, gdzie mamy zasługiwać przez cierpienie, niebo zaś miejscem nagrody i radości. Dlatego też święci pragnęli w tym życiu nie tyle takiej gorliwości, która łączy się z odczuwalną pociechą, lecz gorliwości czysto duchowej, która polega na chętnym cierpieniu dla Boga. O. Jan Avila mawiał: „O ileż lepiej jest znosić oschłości i pokusy z Woli Bożej, niżeli zatapiać się w kontemplacji przeciw tejże Woli.” Lecz powiesz mi może: „Gdybym miał pewność, że moje opuszczenie wewnętrzne pochodzi od Boga, przyjąłbym je spokojnie; lecz właśnie tego nie wiem i ta myśl najbardziej mnie niepokoi i zasmuca, że cierpienia wewnętrzne sprowadziłem na siebie przez własną winę i że one są karą za oziębłość moją"... Jeśli tak sadzisz, to ocknij się z oziębłości twojej i bądź gorliwszy; lecz dlaczego z powodu ciemności ducha masz się niepokoić; dlaczego masz opuszczać modlitwę i tak podwajać swoje nieszczęście? Jeżeli zaś cierpienia twoje są, jak mówisz, karą za grzechy, to przecież i w takim razie pochodzą od Boga. Przyjmij je więc z gotowością, bo wszak uznajesz, żeś na nie zasłużył, i łącz się tym ściślej z Wolą Bożą. Czyż nie twierdzisz nieraz sam, że zasłużyłeś na piekło. Dlaczegóż więc narzekasz? Czy masz może prawo żądać, żeby cię Bóg pocieszał? A zatem zgadzaj się na wszystko, co Bóg z tobą czynić zechce; nie zaniedbuj modlitwy i nie schodź z drogi raz obranej; inaczej, będziesz musiał przypuścić, że twoje żale wypływają z braku pokory i niedoskonałego poddania się Woli Bożej. W ogóle, kiedy dusza udaje się na modlitwę, nie może odnieść z niej większego pożytku, jak kiedy łączy się w niej z Wolą Bożą. Stąd poddając się Woli Bożej, powtarzaj często: ..Panie, przyjmuję tę karę w takiej mierze, jak się Tobie podoba; jeśli Wolą Twoją będzie, abym ją ponosił przez całą wieczność, godzę się z góry na to.” Taka modlitwa, choć połączona z cierpieniem, przyniesie ci większą korzyść, aniżeli wszystkie pociechy i słodycze. Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze oschłość ducha jest karą za grzechy, lecz nieraz bywa zrządzeniem Bożym dla większego naszego pożytku duchownego i dla zachowania nas w pokorze. Aby św. Paweł nie chełpił się z darów otrzymanych, dopuścił Pan, iż był trapiony pokusami nieczystymi. Ażeby mnie wielkość objawienia nie wynosiła, dany mi jest bodziec ciała mego, anioł szatana, aby mnie policzkował (2 Kor 12, 7). Kto modli się z pociechą, ten nie dokonuje wielkiej rzeczy. A jest przyjaciel, towarzysz stołu, i nie wytrwa czasu potrzeby (Ekli 6, 10).

Przecież sam nie uważasz za prawdziwego przyjaciela tego, który jedynie dotrzymuje ci miejsca przy stole, lecz tylko tego. który dzieli z tobą trud bez żadnej dla siebie korzyści. Kiedy Bóg zsyła ciemności i opuszczenia, wtedy doświadcza prawdziwych przyjaciół twoich. Palladiusz doznawał wielkiego wstrętu w czasie modlitwy. Poszedł do Św. Makarego, a ten odezwał się do niego w ten sposób: „Kiedy przychodzi ci myśl, żebyś porzucił modlitwę, powiedz sobie: Z miłości ku Jezusowi Chrystusowi zostanę na straży tych murów celi mojej. Taka również niech będzie i twoja, kiedy nagabywać cię będzie pokusa, byś opuścił modlitwę rzekomo dlatego, by nie tracić czasu; mów wtedy: Zostanę tu, aby się przypodobać Bogu.” Św. Franciszek Salezy powiada, że choćbyśmy na modlitwie nie czynili nic innego, jak tylko odganiali pokusy i roztargnienia, to i tak modlitwa byłaby dobrze odprawiona. Co więcej,Tauler twierdzi, że duszy, która wytrwa na modlitwie wśród oschłości, Bóg udzieli więcej łask, aniżeli innej, która modli się, doznając wielu pociech. Opowiada O. Rodriguez o człowieku, który twierdził sam o sobie, że w ciągu 40 lat nie doznawał nigdy pociechy na modlitwie, lecz że mimo to, dopóki się modlił, dopóty czuł się zawsze silnym w cnocie; przeciwnie, jak tylko zaniedbał się w modlitwie, zaraz czuł najwyraźniej swoją niezdolność do wykonywania dobrych uczynków. Św. Bonawentura i Gerson powiadają, że wielu lepiej służy Bogu, nie mając upragnionego skupienia, niżby służyli, gdyby takowe mieli, gdyż w ten sposób bardziej czuwają nad sobą i są pokorniejsi; gdyby cieszyli się głębokim skupieniem ducha, może by popadli w zarozumiałość i oziębłość, sądząc, że już osiągnęli to, czego szukali. Wszystko, cośmy powiedzieli o oschłościach ducha, odnosi się również do pokus. Obowiązkiem naszym jest unikać pokus; lecz jeśli Pan Bóg chce lub dopuszcza, abyśmy byli kuszeni przeciwko wierze, czystości, lub przeciw innej cnocie, nie powinniśmy się skarżyć na to, lecz zdać się i w tym na Wolę Bożą. Św. Pawłowi, gdy prosił o uwolnienie od pokus nieczystych, odpowiedział Pan: Wystarczy ci łaska moja (2 Kor 12, 9). Przeto i my, gdy Pan Bóg nie wysłuchuje naszych próśb o uwolnienie od pokus, mówmy podobnie: „Panie, czyń i dopuszczaj, co Ci się podoba; wystarczy mi łaska Twoja, lecz bądź mi zawsze pomocą, bym jej nie stracił.”' Zresztą nie sama pokusa lecz zezwolenie na nią powoduje utratę łaski Bożej. Pokusy, jeżeli je oddalamy, przyczyniają się do tego, że stajemy się pokorniejsi, zyskujemy większe zasługi, uciekamy się częściej w modlitwie do Boga, a przez to trzymają nas one z dala od obrazy Bożej i pomnażają miłość Bożą w sercach.

Po siódme: Należy zdawać się całkowicie na Wolę Bożą w sprawie śmierci naszej, a mianowicie co się tyczy czasu, godziny i rodzaju śmierci. Św. Gertruda, przechodząc pewnego razu przez wzgórze, potknęła się i upadła w dół. Później pytały ją towarzyszki, czy nie lękała się, że może umrzeć bez Sakramentów św. Święta odpowiedziała im: „Pragnę bardzo umrzeć zaopatrzona Sakramentami Św., lecz jeszcze bardziej cenię sobie Wolę Bożą, gdyż sądzę, że najlepszym usposobieniem mogącym przyczynić się do dobrej śmierci jest zdanie się na Wolę Bożą; dlatego pragnę takiej śmierci, jaką zechce zesłać mi sam Pan.” Opowiada św. Grzegorz w swoich Dialogach (Ks. 3, r. 37), że Wandalowie skazali na śmierć pewnego kapłana imieniem Santolo i dali mu możność wyboru rodzaju śmierci; święty nie chciał wybierać, lecz odrzekł: „Jestem w ręku Boga i przyjmę śmierć, jaką wy mi sami z dopuszczenia Bożego zadacie; innej nie chcę.” To tak podobało się Panu, że kiedy barbarzyńcy postanowili ściąć mu głowę, ubezwładnił rękę kata, który to cud skłonił ich do darowania mu życia. Jeśli więc chodzi o rodzaj śmierci, to ten winniśmy uważać za najlepszy dla siebie, który wybrał dla nas Pan Bóg. Racz mnie zbawić, o Panie, — tak mówmy, ile razy myślimy o swojej śmierci — a zresztą ześlij mi śmierć, jaką Ci się podoba. Również i co do chwili śmierci winniśmy zdać się zupełnie na Wolę Bożą. Czymże jest ta ziemia, jeśli nie więzieniem, w którym żyjemy narażeni na cierpienia i ustawiczne niebezpieczeństwo utraty Boga?

Wzgląd ten skłaniał Dawida do wołania: Wywiedź z ciemnicy duszą moją! (Ps 141, 8).

Świadomość tego niebezpieczeństwa pobudzała św. Teresę do wzdychania za śmiercią, tak iż za każdym uderzeniem zegara cieszyła się, że znowu upłynęła godzina jej życia, a z nią godzina sposobności utracenia Boga. Jan Avila mawiał że każdy, który jako tako jest przygotowany na śmierć, powinien jej pragnąć, ponieważ żyje w niebezpieczeństwie utraty łaski Bożej. Cóż może być cenniejszego i bardziej pożądanego jak przez dobrą śmierć osiągnąć to, że już nie można utracić łaski Bożej.

Powiesz mi może na to: „Ależ ja jeszcze nic nie zrobiłem; nic nie zyskałem dla duszy!” Jeśli jednak Bóg chce, abyś teraz zakończył życie, to cóż mógłbyś zrobić potem, gdybyś żył wbrew Woli Bożej? I kto wie, czy potem umarłbyś tak, jak to teraz możesz się tego spodziewać? Kto wie, czy odmieniwszy usposobienia nie popadłbyś w grzechy i nie potępił duszy swojej? A nawet gdyby tego nie było, to żyjąc nie mógłbyś powstrzymać się od grzechów przynajmniej powszednich. Stąd też słusznie woła św. Bernard: Dlaczego tak pragniemy życia, w którym więcej grzeszymy, im dłużej żyjemy? (Med 8).

A pewną jest rzeczą, że Pan Bóg doznaje większego obrzydzenia na widok jednego grzechu powszedniego, niżeli ma upodobania we wszystkich dobrych uczynkach, które byśmy mogli wykonać.

Powiem więcej — kto nie bardzo pragnie nieba, ten okazuje, że słabo miłuje Pana Boga. Kto bowiem miłuje, ten pragnie obecności osoby umiłowanej, a przecież nie możemy oglądać Boga, jeżeli nie opuścimy ziemi; stąd też wszyscy święci wzdychali za śmiercią, by móc oglądać umiłowanego Pana. Tak wzdychał św. Augustyn: Niechaj umrę, abym Cię oglądał (Wyznania. 1).

Tak św. Paweł: Pragną być rozwiązanym i być z Chrystusem (Fil1, 23).

Tak i Dawid: Kiedyż przyjdę i okaże się przed obliczem Bożym? (Ps 41, 3).

W podobny sposób odzywały się wszystkie dusze gorejące miłością Boga. Opowiada pewien autor o rycerzu, który wyszedłszy na polowanie do lasu usłyszał piękny śpiew ludzki; podszedł bliżej i natknął się na człowieka trędowatego z na pół zgniłymi członkami. Zapytał, czy to on śpiewał. „Tak, panie, — odrzekł — to ja śpiewałem." „A jakże możesz śpiewać i radować się — zauważył rycerz — przy takich cierpieniach, które niszczą powoli życie?” Trędowaty odpowiedział: „Pomiędzy mną a Bogiem moim nie ma już nic prócz tej ściany z błota, jaką jest moje ciało; gdy ta przeszkoda runie, pójdę oglądać Boga mojego. Widząc zaś, że z dnia na dzień ściana ta coraz bardziej się rozpada, raduję się i śpiewam.” W końcu nawet co do stopnia łaski i chwały musimy się zdać na Wolę Bożą. Powinniśmy bardzo cenić wszystko, co się odnosi do chwały Bożej, lecz o wiele więcej Wolę Bożą. Trzeba nam pragnąć miłować Boga więcej niż serafini, jednak nie pożądać innego stopnia chwały, jak tylko tego, który postanowił nam dać. Powiada czcigodny O. Avila: „Sądzę, że nie było świętego, któryby nie pragnął być lepszym, niż był; mimo to jednak święci nie tracili pokoju, gdyż pragnęli tego nie ze względu na siebie, ale ze względu na Boga i zgadzali się z Jego wyrokami, choć może mniej im dał; uważali, że prawdziwa miłość polega na tym, by zadowolić się tym, co im Pan dał, niż pragnąć mieć więcej.” Słowa powyższe tak tłumaczy O. Rodriguez: „Wprawdzie powinniśmy bardzo gorliwie starać się o nabywanie doskonałości wedle sił swoich, nie ulegać oziębłości i lenistwu i nie mówić tak, jak to czynią niektórzy: Bóg ma mi dać więcej łask, ja więcej czynić nie mogę. Niemniej jednak, jeśli potkniemy się, nie wolno nam tracić spokoju czy też upadać na duchu, lecz także w tym wypadku zdać się trzeba na Wolę Bożą, która dopuściła ten upadek: przez akt skruchy i pokory podnośmy się natychmiast, podwójmy prośby o pomoc Pańską i idźmy dalej drogą ku doskonałości. Podobnie możemy pragnąć., abyśmy się dostali w niebie do rzędu serafinów nie dlatego, by się cieszyć większą chwałą, lecz by więcej czci przynieść Bogu i goręcej Go miłować; jednakże i pod tym względem mamy obowiązek zdać się na Wolę Bożą, poprzestając na tym stopniu, jaki Pan w miłosierdziu swoim dać nam raczy. Było by dalej błędem już bardzo wielkim pragnąć darów modlitwy nadprzyrodzonej, a zwłaszcza zachwytów, widzeń, objawień; uczą nawet mistrzowie życia duchownego, że dusze obdarzone podobnymi łaskami powinny prosić Boga, aby im je odjął, iżby mogły Go kochać z pobudki czystej wiary i tak postępować drogą bezpieczniejszą. Wielu doszło do doskonałości bez tych darów nadzwyczajnych, same bowiem cnoty, a zwłaszcza zdanie się na Wolę Bożą, prowadzą duszę do świętości. Jeśli zaś Pan Bóg nie chce nas podnieść do wysokiego stopnia doskonałości i chwały, łączmy się całkowicie z Jego Wolą, prosząc Go, aby nas zbawił przynajmniej z miłosierdzia. Postępując w ten sposób, otrzymamy niemałą nagrodę od nieskończenie dobrego i łaskawego Boga, który nade wszystko kocha dusze zdane na Jego Wolę.

VI. Zakończenie.

Na koniec powinniśmy na wszystko, co nas spotyka i spotykać będzie, patrzeć jako na pochodzące z ręki Bożej. Wszystkie nasze wysiłki niech zmierzają do tego jedynie celu, by pełnić Wolę Bożą i zdobywać się na nie dlatego tylko, że Bóg tak chce. Aby zaś postępować drogą bezpieczną, idźmy w sprawach zewnętrznych za wskazówkami przełożonych, w sprawach zaś sumienia za głosem kierownika duszy, abyśmy od nich mogli się dowiedzieć, czego Pan Bóg chce od nas. Czyńmy to z wielką wiarą w słowa Jezusowe: Kto was słucha, Mnie słucha (Łk 10, 16). Nade wszystko zaś starajmy się służyć Bogu w tym stanie, w jakim Bóg chce nas mieć. Mówię to, aby ostrzec przed błędem tracenia czasu na takie i tym podobne mrzonki: „Gdybym mógł przebywać na pustyni, wstąpić do zakonu, być w innym miejscu z dala od tego domu, od tych krewnych, przyjaciół, to stałbym się świętym, wykonywałbym takie a takie ćwiczenia pokutne, tyle a tyle się modlił. „ Taki człowiek mówi „zrobiłbym, chciałbym”, a tymczasem niechętnie znosi krzyże zsyłane przez Boga, nie idzie drogą, na której chce go mieć Pan Bóg, i nie tylko nie dochodzi do świętości, ale staje się coraz gorszy. Pragnienia takie są niejednokrotnie pokusą szatańską, ponieważ nie są zgodne z Wolą Bożą, stąd też należy je oddalać i zachęcać się do służby Najwyższemu Panu na tej drodze, którą On sam dla nas wybrał. Wypełniając Jego Wolę staniemy się świętymi bez względu na stan, w którym nas umieścił. A zatem zawsze chciejmy tylko tego, czego chce Bóg. Gdy tak będziemy postępować, to Pan przygarnie nas do Serca Swego. W tym celu przypominajmy sobie często niektóre zdania Pisma Św., zachęcającego do ciągłego zgadzania się z Wolą Bożą: Panie, co chcesz, abym czynił? (Dz 9, 6). Boże mój, powiedz mi, czego chcesz ode mnie, a ja wszystko wykonam. Twoim jestem, zbaw mnie (Ps 118, 94). Już nie należę do siebie; Twoją jestem własnością, o Panie, czyń ze mną, co Ci się podoba. Kiedy zaś dotknie nas jakiś cięższy krzyżyk, jak śmierć rodziców, strata majątku i tym podobne, mówmy zawsze: Tak. Ojcze, iż tak upodobało się przed Tobą (Mt 11, 26). Ponad wszystko zaś niech nam będzie droga modlitwa, której nauczył nas sam Pan Jezus: Bądź Wola Twoja, jako w niebie, tale i na ziemi (Mt 6, 10).

Św. Katarzynie Genueńskiej zalecił Pan Jezus, aby przy odmawianiu modlitwy Pańskiej zawsze zatrzymywała się ze szczególniejszą uwagą przy tych słowach i prosiła, by Wola Boża spełniała się w niej tak doskonale, jak Ją wykonują święci w niebie. Podobnie postępujmy i my a na pewno dojdziemy do świętości Niech będzie na wieki kochana i uwielbiana Najświętsza Wola Boża i Najśw. Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta.

Nihil obstat

X. Fr. Sąsiadek T. J.

Wrocław, 14 III. 1949 L.dz. 1431.49

Imprimatur

X. St. Cisowski

Wrocław. 14. III. 1949

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!