Przerwany kod kulturowy

polska

Oto fragment rozmowy, której całość znajduje się w 9 numerze Nova et Vetera

AR: Tutaj dotykamy dramatu odarcia nas z najlepiej rozumianej inteligencji polskiej, poprzez doświadczenia ciągle jeszcze pokutujące: okupacji niemiecko-sowieckiej, czystek w okresie żydokomuny, czyli stalinowskim oraz hekatomby zniszczeń, czyli zabójstw milionów dzieci nienarodzonych. Społeczeństwo które zafundowało sobie miliony ofiar, wrzuconych do kanalizacji, teraz się potyka, bo nie ma kto wydać z siebie elit, które byłyby zdolne tkać konstytucję na miarę potrzeb narodu z przeszło tysiącletnią tradycją. To jest wielki dramat. Kiedyś już to powiedziałem i tutaj jest okazja powtórzyć, że jeżeli my ciągle przegrywamy wybory, my jako patrioci, prawica, narodowcy, jakbyśmy się nie chcieli nazywać, to może przestać gonić w tych źle zorganizowanych zawodach tzw. wyborów demokratycznych, niejako ustąpić pola, urodzić dzieci, wychować i wrócić do gry za 25 lat, jak będziemy wiedzieć, kim możemy dysponować, gdy będziemy mieli świetnie przygotowane wojsko.

JK: O, właśnie, to jest istotna kwestia, na jakim polu następują rozstrzygnięcia. Czy one rzeczywiście mają miejsce na tym polu, na którym toczy się bezpośrednia walka polityczna, w tych codziennych briffingach, parlamentarnych kłótniach, prowadzonych już na poziomie zepsutych trzynastolatków. Czy raczej rozstrzygnięcia istotne dokonują się na polu walki duchowej, kulturowej? Bo zdaje się, że myśmy angażując nieproporcjonalnie duże siły w bieżąca walkę polityczną, żeby osiągnąć jakiś względnie dobry partyjny wynik, zupełnie oddali najistotniejsze pole walki. Idąc w kompromisy właśnie na polu kulturowym, za cenę doraźnego zwycięstwa, odpuszczaliśmy to co istotne. I teraz coraz trudniej pozwiązywać te porwane nici, przez zagładę polskiej inteligencji i przez zagładę jakiegoś pokolenia, bez walki na polu kulturowym, przez wydawanie dobrych książek, czytanie tych książek, wydawanie dobrych czasopism, czytanie tych czasopism, wychowywanie dzieci, młodzieży, w czci i znajomości dla polskiej kultury, w wierze katolickiej nie rozcieńczonej jakimś dialogizmem i pacyfizmem...Bo jeszcze nie tak dawno, jakieś pokolenie, no może dwa wcześniej, każdy kto przechodził przez ogólniak, a nawet przez podstawówkę, potrafił te przysłowiowe cztery wiersze z Mickiewicza wyrecytować z pamięci. Obojętnie kim potem zostawał.

-AR: - A nawet z Broniewskiego: Kiedy przyjdą podpalić dom…

JK: - Otóż to. Dzisiaj tego nie ma. Został przerwany pewien kod kulturowy. My natomiast się wikłamy w spory, które są może ważne z jakiegoś punktu widzenia, ale tak naprawdę są trzeciorzędne, czy nawet czwartorzędne dla interesu narodowego. Pytanie o przerwany kod kulturowy jest pytaniem o to, czy my znamy konkretnych ludzi czy środowiska, które to spowodowały. Bo wszelkie działania takiej destrukcji na narodzie czy w narodzie, maja swoich autorów i sprawców. Czy nam zależy dzisiaj w ramach wyjaśnienia, w ramach porządków w Polsce, abyśmy raz i do końca nazwali ich i ujawnili intencje ludzi czy środowisk, które się do tego przyczyniły. Bo jeżeli kod jest zerwany, to czy my możemy przystąpić do pracy w odbudowywaniu, jeśli mamy porwane nici myślenia polskiego, a obok nas stoją uczynni i dobrze się mają albo są beneficjentami różnych rządowych układów, fundacji, wsparcia ministerialnego, ludzie, którzy to robią, którzy za zerwanie tego kodu odpowiadają. Tak jak dzisiaj jest w modzie ośmiesznaie patriotyzmu, to jeszcze się ludziom płaci niewyobrażalne pieniądze, żeby sobie przy innych okazjach dorobili z budżetówki. Vide organizowanie jakichś tam koncertów na powitanie prezydencji unijnej czy coś w tym stylu. Milionowe garze dla niszczycieli polskiej kultury, wypłacane z kieszeni... Polaków. Zupełnie niebywałe! I jeżeli można, chcę z naciskiem tutaj, w siedzibie Centrum Kultury i Tradycji, podkreślić, że byłem i jestem ostatnim, który chciał się zgodzić na aneksję Polski do unii. Chociaż jako zwykły milionowy Polak, cóż mogłem zrobić? Kilka protestów podpisałem, kilka książek wydałem – to wszystko. Nie zapomnę momentu w 2003 roku. Maj, jest narodowa pielgrzymka do Rzymu . Jan Paweł II „chrzci” wprowadzenie Polski do UE, sankcjonuje swym potężnym autorytetem ten polityczny, druzgocący dla Polski, akt. Chcę postawić śmiałą tezę, zresztą, chyba funkcjonującą i dośc dobrze już uzasadnioną, że Jan Paweł II był przez szereg lat wprowadzany w błąd jeśli chodzi o orientowanie się na temat tzw. procesu akcesyjnego Polski do UE. Pewne elementy polityki czy nominacji biskupich w Polsce, czy przyjęcie na ambasadora do Stolicy Apostolskiej byłej premier, która była liderką partii internacjonalistów, czyli UW, spowodowało, że niektóre osoby miały dostęp do Ojca Świętego, a inne, z niewidocznych na pierwszy rzut oka powodów, nie miały. I mocno zaawansowany w latach ,schorowany Papież, który w słynnym wystąpieniu, które niezliczoną ilość razy czytałem i łzy mi leciały gdy je czytałem po raz pierwszy, użył określenia, że mielibyśmy wstąpić cytuję „ale na równych zasadach”. Gdyby on to powiedział w Polsce w epoce, powiedzmy, rządów AWS, albo wcześniej, to polscy patrioci mogliby się uchwycić tego, jak ostatniej deski ratunku i powiedzieć: „największy autorytet naszego pokolenia, a dla niektórych świata mówi: Polska ma być przyjęta do niina równych zasadach”. Byłby to casus w tzw. negocjacjach z krajami piętnastki, nasz atut. Ale on to powiedział, kiedy już było po wszystkim i spowodował coś, co było moim i pewnie setek tysięcy rodaków, wielkim bólem i smutkiem. Po tych słowach Papieża, wyskoczył jak z trampoliny nie kto inny jak „magister” Kwaśniewski i entuzjastycznie powiedział, cytuję: „usłyszeliśmy więcej ,niż moglibyśmy liczyć”, a jego kompan w duecie lewicowo-agnostycznym, czyli Adam Michnik rąbnął w szmatławej gazecie wielki tekst „Od unii lubelskiej do unii europejskiej”. Tak się ci panowie uradowali z wystąpienia Papieża. Cóż, do dziś daje co nieco do myślenia, że umiłowany, zasłużony, kochany przez wszystkich Papież powiedział słowa, które tym trutniom dały tak wielka satysfakcje, że powiedzieli to co powiedzieli. Z całym naciskiem chciałbym powiedzieć: bardzo się boje tego że za 10 a może za 50 lat polityczna odpowiedzialność za umorusanie Polski wstąpieniem do unii europejskiej, nie spadnie już na Michników i Kwaśniewskich, bo o nich świat na szczęście zapomni, tylko spadnie na Jana Pawła II i jego niedoinformowanie przez otoczenie, o co w tym wszystkim chodzi. Boje się, że w tych czasach uniżoności i jeszcze po beatyfikacji, nie ma szans na dyskusje, czy przypadkiem ktoś papieża nie wprowadził w błąd. Polityczna odpowiedzialność spadnie na Kościół. Nie na łajdaków którzy sprzedali Polskę, a Papieżem, który był zanurzony w innej, pozapolitycznej, poza tatktyczej a Bożej rzeczywistości w tej transakcji cynicznie się posłużyli.

    AR: W Polsce zaś jeszcze do niedawna główna troska duszpasterska Kościoła to szukanie dialogu, dialogowanie z każdy, czasem aż do upadłego, bezwarunkowo. Taki obraz pracy duszpasterskiej rysuje się przed czytelnikami Gazety Wyborczej czy Tygodnika Powszechnego. Zresztą, ma on chyba jakąś podstawę w rzeczy. Dość wspomnieć świętowanie dnia czy może nawet Dni Judaizmu.

JK: - Nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie po co w Kościele w Polsce est dzień judaizmu. Zupełnie nie mam pojęcia, czemu on może służyć? Przykład takich ludzi jak ks. Prof. Chrostowski świadczy o tym, że dialog katolicko-żydowski, czy polsko-żydowski z elementami religijnymi w, zasadzie jest jakś pułapka w którą jesteśmy wprowadzeni, bez szans na uczciwe podejście z tej drugiej strony. Proszę zwrócić uwagę, że może nie dzisiaj, bo nie mam danych, ale jeszcze kilka lat temu zdarzało się, że rabini wykładali w polskich seminariach duchownych, że literatura, która powinna być dostępna studentom teologii to byli wywrotowi filozofowie w rodzaju Edmunda Levinasa, czy Martina Bubera. Dziwi, że w jednym z kościołów warszawskich można być połączonym w tańcu judaistycznym, który ma nas doprowadzić do Pana, albo w uznanym festiwalu z 20 lat tradycji, który się nazywa Gaude Mater, nie gaude Mater Polonia, tylko właśnie Gaude Mater, z odcięta Polonią,! , jest dzień synagogalny. Więc z jednej strony są wspaniałe polifoniczne kompozycje religijne polskich kompozytorów, a z drugiej strony jest gdzieś zawsze obecny ten czynnik judaistyczny. AI potem mamy skandal: do dziś nie wiadomo, jak to się stało, że w Polskim parlamencie został dopuszczony do głosu rabin Joskowicz. Przecież nie był ani posłem, ani ministrerm, ani członkiem korpusu dyplomatycznego. Mimo to nikt nie interweniował , a rabin podchodzi, przez kilka dobrych chwil chwil stoi przed jego Świątobliwością i palcem wyjętym z czarnego surdutu wymachuje przed nosem i mówi bez żadnego szacunku, tonem rozkazującym: „Panie papież, ten krzyż tam nie może stać w tym Oświęcimiu. Papież w pokorze, z uwagą, bo miał ten rys szczególny: słuchał z uwagą różnych ludzi. Jak to się stało, że mimo wielomiesięcznych przygotowań pielgrzymki, obstawy, protokołu, etc, w parlamencie dochodzi do głosu nie parlamentarzysta i interweniuje w sprawie, na której zależało tylko Żydom. I Krzyż został usunięty. Tam nie będzie ani krzyża ani modlitwy zażądali Żydzi. Będzie tam eksterytorialne miejsce w Polsce, gdzie rządzą rabini, ich rozumienie pamięci, ciszy i zagłady, nie polskie, chrześcijańskie! My nawet się tam modlić nie możemy. Nasze siostry nie mogą sprawować wieczystej adoracji, nie mogą w tym miejscu oddawać Chrystusowi Ukrzyżowanemu ofiar zagłady obozu. Bo tak zadecydowały polskie władze i niektórzy biskupi. Coś tu nie tak jest!

AR - Dużo powiedzieliśmy rzeczy smutnych i niepokojących, ale na koniec powiedzmy jeszcze jedno: jak wspaniała jest Polska… czym jest dla pana splendor polonitatis, blask polskości? I czy on się odrodzi?

JK-  Polskość jest wspaniała, piękna ,najpiękniejsza. Warto dla niej żyć, pracować i nawet umierać!

Czy zobaczymy jeszcze coś takiego, taki blask polskości, jak widzieli nasi przodkowie w XVII wieku, gdy Sobieskiemu pod Wiedniem składano u stóp tureckie sztandary, muzułmańskie sztandary?

- Wiem, o czym Pan mówi, bo znajdujemy się w miejscu, które wywodzi swój początek z venimus, vidimus, Deus Vicit. Nie wiem, czy my to obejrzymy, ale naszym obowiązkiem jest doprowadzić do tego, aby obejrzały to następne pokolenia. Nie można doprowadzić do sytuacji, widząc cały fatalizm naszych losów, poniewierania nami przez wielkich tego świata i przez sojusze, które zawsze nas zawodzą i wodza nas za nos, nie można inaczej. Trzeba dalej pracować, trzeba pracować więcej. Wymagać więcej, niżby inni mieli od nas wymagać i mieć nadzieje, że będą to dni chwały tych, których my zrodzimy, wychowamy, a może oni kiedyś gdzieś przy naszych grobach westchną: „dziękujemy Wam ojce!”

Więcej w najnowszym Nova et Vetera

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!