Nasza ankieta: Uderzyła mnie cisza...

Msza

 

Prezentujemy pierwszą z wypowiedzi na naszą ankietę. Kolejne będziemy publikować juz wkrótce. Zachęcamy do odpowiedzi na pytania ankiety. Kl Danielowi Mikołajewskiemu z Bydgoszczy dziękujemy za piękne świadectwo.

Uderzyła mnie cisza...

 

Daniel J. Mikołajewski

Alumn Wyższego Seminarium Duchownego

Diecezji Bydgoskiej

 

1. Kiedy i w jakich okolicznościach zetknąłeś się po raz pierwszy ze „starą” Mszą?

Wydaje się to dość paradoksalne, ale pierwsza Msza „trydencka” na której byłem wcale nie była Mszą katolicką! Jak to możliwe? W 2008 roku jako młody kleryk odwiedziłem po raz pierwszy w życiu Kraków. Tak się złożyło, że w czasie zwiedzania miasta wszedłem do luterańskiego zboru, skądinąd bardzo pięknego. Zapytałem osobę tam posługującą czy mógłbym sobie trochę pozwiedzać, on zaś odpowiedział że tak, ale niezbyt długo, gdyż za chwilę Mszę ma odprawiać ksiądz-mariawita. Będąc tym faktem bardzo zaciekawiony, zostałem. Co prawda obrzęd ten był faktycznie dla mnie przede wszystkim ciekawostką- jako że odprawiany był po polsku, na małej fisharmonii grał syn celebransa, zaś do komunii przystępowała tylko jego żona, niemniej jednak zaciekawienie tą formą liturgii gdzieś we mnie zostało. Pamiętam na przykład, że pozycja „ad Deum” celebransa nie przeszkadzała mi w ogóle.

Zostawmy jednak krakowskich mariawitów i przenieśmy się do Bydgoszczy, mojego rodzinnego miasta. Jest zima 2009 roku, niedzielne popołudnie, a ja pędzę do bazyliki mniejszej pw. św. Wincentego a Paulo. Jestem zdyszany i spocony, bo moja nowa sutanna jest nieco za gruba, poza tym jestem też spóźniony. Wpadam do wnętrza potężnej świątyni i rozglądam się uważnie, poszukując kaplicy Matki Bożej. W końcu ktoś tłumaczy mi, że muszę wejść w zakamarek na lewo od prezbiterium. Spoglądam przez szklane drzwi do wnętrza niewielkiej, ale urokliwej kapliczki- jest prawie przepełniona ludźmi, z niewielkiej ambony kazanie głosi ks. prał. Roman Kneblewski, słynny ksiądz-sarmata, jak żartują niektórzy. Dopiero po chwili nieśmiało decyduję się na wejście do środka. Gdy kazanie dobiega końca, czynię znak krzyża tak, jak i czynią to pozostali. Nie mam przy sobie żadnego mszalika, więc czynności i znaki, jakie następują potem, są dla mnie tajemnicą. Niby wszystko podobne, jakieś takie „swojskie”, a łaciny w końcu uczyłem się na wykładach. Muszę jednak wciąż patrzeć na zgromadzonych ludzi żeby wiedzieć, co robić. Katolik, a nie wie co robić na katolickiej Mszy! I tak wszystko płynie dalej wśród gry organów i nieco nieśmiałego śpiewu ludzi, do którego sam dołączam się równie nieśmiało. Ofertorium, Prefacja, Sanctus z trzema głośnymi dzwonkami… I wtedy szok. Cisza. Rozpoczyna się Kanon.

Myślę, że to ta cisza uderzyła mnie wtedy najbardziej. Cisza, w której słychać tylko Boga- pośród której szept „hoc est enim Corpus meum” jest tak uderzający, że człowiek czuje Tego, kto staje się wtedy obecny na ołtarzu.

To wspomnienie kojarzy mi się ze sceną z Pierwszej Księgi Królewskiej, kiedy prorok Eliasz oczekuje na przyjście Pana (1Krl 19, 11-13). Jest świadkiem wielkiego huraganu, trzęsienia ziemi i wybuchu ognia, ale Boga nie ma ani w wichurze, ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu. Przychodzi dopiero w szmerze łagodnego powiewu.

 

2. Czy brak znajomości języka łacińskiego utrudnia uczestnictwo w „starej” Mszy?

To zależy, jak rozumiemy słowo „uczestnictwo”. Zanim poznałem Klasyczną Formę, sam rozróżniałem przede wszystkim dwa sposoby uczestnictwa- bierny, czyli po prostu siedzenie w ławce jak posąg lub ewentualnie beznamiętne naśladowanie postaw ludu, oraz aktywny- wykonywanie wszystkich gestów, odpowiedzi, śpiewanie oraz uważne śledzenie tego, co dzieje się przy ołtarzu. Owszem, jeśli ktoś nie zna łaciny, ten drugi sposób będzie mu sprawiał problemy na „starej” Mszy- mnie samemu ciężko było nauczyć się chociażby śpiewać całe Credo, zaś gdy była proklamowana Ewangelia, ja starałem się zgadnąć, co to za perykopa. Jednak dłuższe uczestnictwo pomogło mi zrozumieć trochę bardziej to, co św. Pius X zawarł pod terminem „actuosa participatio”. („czynne uczestnictwo”) Nie chodzi tu bowiem wyłącznie o zewnętrzną aktywność- raczej o uczestnictwo „aktualne”, angażujące całego człowieka jako osobę. W każdej Mszy św. człowiek spotyka Boga, który zaprasza go do przyjęcia Swoich darów, co możliwe jest dzięki Ofierze Chrystusa. Wierny powołany jest do tego, aby całym sercem złączył się z tą Ofiarą- razem z Boskim Odkupicielem na ołtarzu złożyć swoje życie, swoją pracę, rozum, plany, osoby mu bliskie itd. Aby to uczynić, wcale nie jest konieczne rozumienie słów Kanonu! Chodzi raczej o rozbudzenie atmosfery zetknięcia ze świętością- z Bogiem zstępującym na ziemię, choć nadal Wielkim i Niepojętym. Jak często lubię powtarzać- Boga nie trzeba rozumieć. Boga trzeba kochać. Łacina, język sakralny, służy podkreśleniu, że Eucharystia jest cudem nie z tego świata- że jest czymś radykalnie innym, niż wszystkie wymysły człowieka- że jest czymś świętym, bo pochodzi od Boga i jest w stanie nas ku Niemu skierować.

 

3. Dlaczego i jak często wybieram „starą” Mszę?

Kard. Newman powiedział po swym nawróceniu, że bez końca mógłby uczestniczyć we Mszy św. Dawniej, gdy znałem tylko nową formę, przyznam się szczerze- nie mógłbym powiedzieć tego samego. Nie chodzi mi oczywiście o to, jakoby na „starej” Mszy Chrystus był bardziej czy lepiej obecny- nie! Jednak biorąc pod uwagę moją wątłą, ludzką zdolność percepcji, tradycyjna forma Mszy poprzez swoje podkreślenie sacrum, swe piękno, swą modlitewną i teologiczną głębię, w sposób na tyle doskonały, na ile jest to możliwe, wyraża świętość przebłagalnej Ofiary naszego Pana, pomagając mi czerpać z tego oceanu łaski, żyć owocami sakramentalnego zjednoczenia z Chrystusem. Trudno to do końca wytłumaczyć słowami. Nowej Mszy, choć jest ona w istocie tym samym, nie umiem przeżywać do końca w taki sam sposób. Być może dlatego, że kładzie ona tak wielki nacisk na czynności człowieka, co zaciemnia prawdę, że Msza to w końcu „opus Dei”- działanie samego Boga zmierzające do zbawienie człowieka, liturgia „katabatyczna” („zstępująca”), jak pięknie lubi ją określać jeden z moich współbraci. Gdyby było to możliwe, uczestniczyłbym tylko w „starej” Mszy- jednak jako kleryk jestem sługą Kościoła i nie wolno mi po prostu wybierać sobie tego, co mi się podoba, mając na uwadze wolę przełożonych i fakt, że wiernym w większości przypadków potrzeba dopiero zapoznania i wyjaśnienia o co chodzi z tą „Mszą trydencką”. Niemniej jednak, jeśli Bóg pozwoli mi zostać kapłanem, mam zamiar z radością odprawiać tę Mszę kiedy tylko będzie to możliwe.

 

4. Dlaczego uważam usus antiquior za ważne dla życia współczesnego Kościoła?

Kard. Ratzinger wypowiedział kiedyś znamienne słowa, że obecny kryzys w Kościele wynika w dużej mierze z kryzysu liturgii. Jest to prawda, choć powody tego stanu są oczywiście szersze- przede wszystkim chodzi o zeświecczenie, które niestety dotyka także wewnętrznych struktur Kościoła. Oczywiście wiemy, że ratunkiem dla naszych grzesznych dusz jest krzyżowa ofiara Jezusa, uobecniana we Mszy. Jednak kiedy Kościół pozwolił na zmianę norm liturgicznych, w wielu przypadkach Msza przestała przypominać rzeczy świętej, stając się raczej towarzyskim spotkaniem czy przedstawieniem teatralnym. A przecież kapłan nie jest ani wodzirejem, ani aktorem! Ludzie stwierdzili, że lepsze widowiska mogą znaleźć w knajpach i teatrach, więc albo przestali przychodzić, albo nie czerpią już w pełni z głębi łask. Nie chodzi tu jednak tylko o to, że księża tradycyjni brzydzą się poliestrowych ornatów i tandetną muzyką liturgiczną. Nie, w ruchu tradycyjnym chodzi przede wszystkim o odnowienie duchowości, o rozpalenie na nowo żaru miłości do Chrystusa, który Sam jeden jest w stanie wybawić nas od zepsucia świata. Nie chodzi o nostalgię za przeszłością- raczej o pragnienie tego, co Dobre, Piękne i Prawdziwe, co oddaje chwałę Bogu, czyli jest święte. Piękne jest zawołanie tradycyjnego instytutu Kanoników Regularnych św. Jana Kantego- „instaurare sacra”, „odnowić to, co święte”!

 

5. Czy uważasz aktualne możliwości dostępu do Mszy za wystarczające?

Bogu dzięki za „Summarum Pontificum”! Ten dokument to jednoznaczne podkreślenie, jak wielkim skarbem jest tradycyjna liturgia, tym bardziej że został on ogłoszony z inicjatywy samego Ojca Świętego. Po ogłoszeniu motu proprio, wielu księży ostro wzięło się do dzieła, gorliwie propagując dzieło tradycji na całym świecie. To bardzo wiele w porównaniu z sytuacją sprzed, powiedzmy, 20 lat. W Polsce praktycznie w każdym większym mieście wierni mają dostęp do Mszy w niedziele lub przynajmniej raz w miesiącu. Liczba takich miejsc oraz ludzi zainteresowanych tradycją non stop rośnie, czego sam mam okazję doświadczać. Niemniej jednak należy zaznaczyć, że stosunek hierarchii kościelnej nadal pozostaje w wielu miejscach sceptyczny. Wielu Msza trydencka kojarzy się od razu z FSSPX i buntem wobec Soboru czy Kościoła. Dlatego rozwój ten przebiega wolniej, niż jest to możliwe. Jest jednak wielu nie ustających w staraniach, aby wszyscy mogli poznać, o co tu tak naprawdę chodzi i jak wielka jest wartość, którą ze skarbca Kościoła wydobył dla nas Benedykt XVI. Moim marzeniem jest zobaczyć kiedyś przynajmniej jedną Mszę trydencką w każdej parafii- aby wszyscy wierni mieli wolną możliwość poznać tę starszą formę i nią się ubogacić.

 

6. Czy spotkałem się z trudnościami w realizacji Summarum Pontificum? Jeśli tak, to jakimi?

Myślę, że każdy, kto jest żywo zainteresowany tradycją, spotkał się z jakimiś trudnościami. Ich różnorodne formy opisuje chociażby x. Grzegorz Śniadoch IBP w swej fenomenalnej książce „Msza trydencka- mity i prawda”. Te trudności wynikają przede wszystkim z niezrozumienia, z jakim do całej sprawy podchodzą- niestety!- przede wszystkim duchowni. Nadal jest tak, że jeśli jakiś ksiądz zaczyna odprawiać Mszę w KRR, narażony jest na otrzymanie łatki lefebrysty, konserwatysty i człowieka opętanego przez niezdrowy sentyment do przeszłości, a więc- zacofanego. Na wywrotowców zaś biskupi patrzą podejrzliwym okiem, często gorąco zachęcając, aby „znormalnieli”. Z drugiej strony, trudno się dziwić- skoro wielu reklamowało decyzje Soboru jako istną rewolucję w Kościele, tych którzy powracają do czegoś, co było wcześniej postrzega się jako błądzących. Czy jednak faktycznie Sobór był rewolucją? Czy zniósł „starą” Mszę? Czy zniósł łacinę i atmosferę świętości w liturgii? Oczywiście, że nie! To też jest zadaniem ruchu tradycyjnego- ukazanie właściwego spojrzenia na Sobór. Ja wierzę, że to święte dzieło rośnie i będzie rosło, lecz nie dlatego, że popiera je grupa ludzi i jeden dokument papieski, a dlatego, że popiera je Wszechmogący Bóg. Owoce są widoczne, na przykład w zauważalnej przeze mnie pełnej nadziei postawie wiernych tradycji, którzy mimo wszelkich trudności są jakby żywym echem słów św. papieża Piusa X- „jesteśmy jak najbardziej dalecy od jakiejkolwiek trwogi o Kościół”.

 

7. Czy przez „starą” Mszę człowiek XXI wieku może zmierzać ku świętości?

Bez wątpienia! Pan nasz Jezus Chrystus zbawił świat oddając za niego Swoje życie na krzyżu, zaś wszystkie łaski tej Ofiary obecne są w każdej Mszy. Ojciec Pio powiedział kiedyś, że świat mógłby istnieć bez słońca, lecz nie bez Mszy. Ja wierzę, że prastara, tradycyjna liturgia rzymska doskonale wyraża istotę i głębię Ofiary Eucharystycznej i pomaga jak najowocniej w niej uczestniczyć. Zawsze, gdy słyszę przepiękną antyfonę „Vidi aquam”, którą śpiewa się w czasie aspersji w okresie wielkanocnym, wierzę mocno, że w tej chwili, w okresie historii tak trudnym i grzesznym, Bóg spełnia obietnice, które setki lat temu objawił prorokowi Ezechielowi:

 

Vidi aquam egredientem de templo

A latere dextro

Et omnes ad quos pervenit aqua ista

Salvi facti sunt

 

Ujrzałem wodę wypływającą ze świątyni

Od strony prawej

I wszyscy do których dopływa ta woda

Zostają uzdrowieni

 

 

 

 

Kl. Daniel Józef Mikołajewski, lat 24

Alumn Wyższego Seminarium Duchownego

Diecezji Bydgoskiej

 

 

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!