Krupińska: "Dla Zakonu porzucić ryt to wyrwać część swojej tożsamości..."

Ryt dominikanski

Zamieszczamy fragment artykułu dr Dominiki Krupińskiej, który w całości ukazał sie w 13 numerze Nova et Vetera. Numer ten można zamówić tutaj.

1. Wartość rytu dominikańskiego

Ryt dominikański jest średniowiecznym podrytem rytu rzymskiego. Swoje początki wywodzi od św. Dominika Guzmana, założyciela Zakonu; natomiast ostatecznie skodyfikowany został dwa pokolenia później, w połowie XIII wieku, kiedy to po 20 latach gwałtownego rozwoju geograficznego i personalnego Zakonu Braci Kaznodziejów, skutkującego pewnym zamieszaniem w zakresie liturgii, władze zakonne podjęły decyzję o konieczności przyjęcia jednolitej i obowiązującej wszystkie domy wersji. Od tamtej pory podlegał tylko minimalnym zmianom. Problemy zaczęły się w XX wieku, kiedy reformy Piusa X i Piusa XII narzuciły z zewnątrz dominikanom dość daleko idące zmiany w ich rycie (tak w brewiarzu, jak i Mszy). Bracia źle przyjęli narzuconą reformę, którą uznali za sprzeczną z duchowością i charyzmatem Zakonu. Może to dzisiaj dziwić, ale przez setki lat dominikanie mieli wyjątkowo konserwatywne podejście do swojej liturgii i drobiazgowo dbali o jej czystość i zgodność z pierwowzorem; wypracowali nawet skuteczne i wyrafinowane mechanizmy zabezpieczające ją przed skażeniem wskutek błędów powstających przy kopiowaniu ksiąg. Wkrótce po Soborze Watykańskim II na kapitule generalnej w River Forest (USA) Zakon zrezygnował z rytu i przyjął Novus Ordo Missae. Nie ulega wątpliwości, że na decyzji tej, oprócz ogólnej „atmosfery” epoki, zaważyło rozluźnienie więzi dominikanów z ich liturgią wskutek poczucia obcości, jakie zapanowało w stosunku do niej po reformach piusowskich. Jednakże grupa braci z zachodnioamerykańskiej prowincji Najświętszego Imienia Jezus, która nie pogodziła się z tą decyzją, wystarała się w Stolicy Apostolskiej o reskrypt pozwalający nadal na celebracje liturgiczne w rycie dominikańskim. Ich determinacja ocaliła ciągłość tego obrządku. Dziś do własnego rytu swego Zakonu powraca coraz szerzej także wschodnioamerykańska prowincja św. Józefa, a zainteresowanie nim rośnie pomału również w Europie — zarówno wśród braci, jak i (a może przede wszystkim) wśród szeroko pojętego laikatu dominikańskiego.

Mimo XX-wiecznych zawirowań ryt dominikański zachowuje wielką wartość. Jest o ponad 300 lat starszy od rytu „trydenckiego”. W łacińskim średniowieczu, cechującym się znaczną różnorodnością liturgiczną, wyróżniał się jednolitością i uniwersalnością, i przez siedem wieków był odprawiany niemal bez zmian. Do 1968 roku dominikanie nie znali innego obrzadku; celebrowały w nim zatem przez wieki dziesiątki tysięcy dominikanów, w tym setki świętych, jak Tomasz z Akwinu, Piotr z Werony, Wincenty Ferreriusz czy nasz polski św. Jacek, wielki cudotwórca, a w nowszych czasach męczennik Powstania Warszawskiego bł. Michał Czartoryski. Mszy św. w rycie dominikańskim słuchały święte Katarzyna Sieneńska, Katarzyna Ricci i Róża z Limy, a także miliony wiernych świeckich korzystających przez wieki z posługi duszpasterskiej Zakonu. Zwięzły, zwarty, dynamiczny, a zarazem hieratyczny ryt świetnie wyraża duchowość Zakonu, który jest zarazem kanoniczy, co oznacza, że swoje życie duchowe koncentruje na liturgicznym oddawaniu czci Bogu, jak i kaznodziejski — otwarty, apostolski i misyjny. Zgadza się on doskonale z dewizą Zakonu Contemplata aliis tradere — przekazywać innym owoce kontemplacji. Znakomicie oddaje także stopniowanie dni i świąt oraz zmiany roku liturgicznego, przypominając modlącym się, że ich życie na ziemi jest nieustającym pielgrzymowaniem, którego celem jest visio beatifica — zjednoczenie z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym w radościach niebiańskich. Dla Zakonu porzucić ryt to wyrwać część swojej tożsamości, poważnie zubożyć własny charyzmat i osłabić łączność ze świętym Założycielem.

Ze względu na ścisły związek ze średniowiecznym oryginałem, utrzymany dzięki wielowiekowemu konserwatyzmowi liturgicznemu dominikanów, ryt dominikański zachowuje wielką wartość dla historyków liturgii, teologów duchowości, muzykologów i śpiewaków liturgicznych (ci ostatni wysoko cenią związany z rytem chorał dominikański, zachowujący wiele cech odmiennych od chorału rzymskiego, szczególnie w jego XX-wiecznej odmianie solezmiańskiej). Wreszcie z rytem dominikańskim wiąże się rzecz niezwykła i niemająca paraleli w całym Kościele katolickim: tzw. „Prototyp”, czyli zatwierdzona w 1254 r. wielka księga zawierająca w sobie wszystkie dominikańskie księgi liturgiczne i stanowiąca ich obowiązujący wzorzec, z którym uzgadniano wszystkie inne egzemplarze (podobnie jak wzór metra z Sèvres). Dzięki opatrznościowym zbiegom okoliczności księga ta ocalała ze zniszczeń rewolucji francuskiej, a dzisiaj przechowywana jest ze czcią w Kurii Generalnej Zakonu w klasztorze świętej Sabiny w Rzymie. Również aktualnie używane księgi liturgiczne rytu dominikańskiego, sporządzone w latach 30. XX wieku, były weryfikowane na podstawie „Prototypu”. Istnienie tej księgi jest gwarantem ciągłości i czystości rytu dominikańskiego.

2. Ryt dominikański a motu proprio Summorum pontificum

Sytuacja eklezjalna rytu dominikańskiego jest odmienna od rytu trydenckiego. Ten ostatni został decyzją władz kościelnych zastąpiony nową formą rytu rzymskiego, czyli Novus Ordo Missae. Ryt trydencki zaś stał się formą nadzwyczajną, o ograniczonych możliwościach sprawowania. W przypadku rytu dominikańskiego jakaś nowa forma nigdy nie zaczęła obowiązywać. Co więcej, decyzja kapituły generalnej Zakonu w River Forest o przejściu na ryt rzymski była wprost sprzeczna z wolą Soboru Watykańskiego II, który w numerze 4 Konstytucji o Liturgii Świętej Sacrosanctum concilium stwierdził: „Trzymając się wiernie tradycji, Sobór święty oświadcza, że święta Matka Kościół uważa za równe w prawach i godności wszystkie prawnie uznane obrządki i chce je na przyszłość zachować i zapewnić im wszelki rozwój”. Porzucenie rytu przez dominikanów było zatem klasycznym przykładem postępowania zgodnie z koncepcją tzw. „ducha soboru”, według której Sobór Watykański II miał być tylko początkiem rewolucji, nieśmiałym pierwszym słowem, za którym powinny postępować dalej idące zmiany dostosowujące Kościół do ducha aktualnych czasów. W rzeczywistości koncepcja ta nie miała nic wspólnego z nauczaniem chrześcijańskim, lecz wynikała z lewicujących i anarchizujących nastrojów końca lat 60., jakie przedostały się także do Kościoła. Wielu dominikanów na Zachodzie (wśród nich wymienia się m.in. Yves’a Congara) uważało wówczas, że należy zlikwidować cały Zakon, gdyż jest już niepotrzebny, skoro Sobór „dowartościował” laikat. Właściwie powinniśmy dziękować Panu Bogu, że Zakon ocalał, bo nie tylko z rytu przy ówczesnych nastrojach mogli bracia zrezygnować.

W kolejnych latach stało się jasne — także dzięki wypowiedziom kolejnych posoborowych papieży — że pociągnięcia reformatorów, wykraczające poza dokumenty Soboru i utrzymane w logice zerwania, zamiast kontynuacji, były nadużyciem. W tym świetle powinna była zostać oceniona również decyzja o zaniechaniu przez Zakon dominikański własnego rytu. Tak się jednak nie stało; postawy zwalczające ryt i marksizująca retoryka o „wrogach reform, zwalczających postęp”, „próbie cofania historii”, „wstecznictwie i [rzekomym — przyp. mój.] nieposłuszeństwie Soborowi” itd. nadal w Zakonie dominują. Dlatego motu proprio Summorum pontificum papieża Benedykta XVI odegrało również w przypadku rytu dominikańskiego istotną rolę — spowodowało wywołanie na światło dziennie sprawy, która była przez kilkadziesiąt lat całkowitym tabu, i rozwiało wątpliwości przynajmniej części braci, że ryt jest legalny i wolno w nim celebrować. Wielką pracę wykonał w tym względzie o. prof. Augustine Thompson OP z Kalifornii, prowadzący bloga internetowego Dominican Liturgy.

W Polsce nieustanne starania o kultywowanie rytu podejmowało środowisko świeckich śpiewaków chorałowych i tradycyjnych, skupione wokół festiwalu muzyki dawnej „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu. Od kilkunastu lat celebrowało ono, przy współudziale kilku dominikanów, laudesy, nieszpory i matutina w rycie dominikańskim. W końcu, w ubiegłym roku, pojawiła się wreszcie możliwość celebracji Mszy. Jeden z młodych polskich braci, posługujący na co dzień w Anchorage na Alasce Łukasz Miśko OP, nauczył się tam rytu i za zgodą władz zakonnych w dniu 1 lipca 2012 r. odprawił pierwszą od lat Mszę św. w Krakowie. Trudno nie uznać tego za symbol, że do miasta, w którym spoczywają doczesne szczątki św. Jacka, Apostoła Północy, własny ryt jego Zakonu został z powrotem sprowadzony z dalekich krańców Północy.

Od tamtego czasu w Krakowie i Jarosławiu odbyło się już kilkanaście celebracji; równolegle zaś w Gidlach Msze w rycie dominikańskim zaczął odprawiać miejscowy przeor o. Marek Grzelczak OP na prośbę świeckich skupionych we fraterni III zakonu. Krakowskie celebracje gromadziły od 50 do nawet 150 osób i momentalnie utworzyło się wokół nich spójne środowisko laikatu tradycji dominikańskiej, które postanowiło oficjalnie starać się o zgodę na regularne Msze w rycie. Przybrało ono nazwę Inicjatywa „Coetus Fidelium” (jest to oczywiście odwołanie się do motu proprio Summorum Pontificum). Prowadzimy portal internetowy rytdominikanski.pl i stronę na Facebooku.

Niestety, celebracje odbywające się na podstawie zgody przeora klasztoru, o. Pawła Kozackiego OP, wkrótce zostały zablokowane na skutek gwałtownego sprzeciwu części braci z krakowskiego klasztoru. Wystosowaliśmy pismo podpisane przez 40 osób — w tym znanych śpiewaków liturgicznych, teologów, dziennikarzy katolickich i wykładowców wyższych uczelni kościelnych — lecz na razie usłyszeliśmy, że „wśród braci klasztoru krakowskiego nie ma nikogo, kto chciałby dla nas celebrować, a na celebrowanie przez braci z innych klasztorów zgoda nie zostanie udzielona”.

 

Równolegle trwała publiczna „kampania” internetowa zwalczająca ryt dominikański, prowadzona przez kilku braci z różnych klasztorów, w tym doktora teologii. Twierdzili oni, że motu proprio Summorum Pontificum nie dotyczy rytu dominikańskiego; że nie obowiązuje Zakonu, bo ma on egzempcję; że obowiązuje dopiero po zatwierdzeniu przez kurię generalną Zakonu; że dokument ten nie ma znaczenia, bo miał na celu pojednanie z lefebrystami, a ono nie nastąpiło; że już w ogóle nie obowiązuje, bo Benedykt XVI abdykował; że nie dotyczy krakowskiego klasztoru, bo nie ma on parafii; że „petitiones suscipiat” z art. 5 nie oznacza „zgodzić się”, a tylko „posłuchać, co ma do powiedzenia”... itd., itp. Trzeba jednak podkreślić, że nie były to oficjalne wypowiedzi żadnej instytucji zakonnej, lecz inicjatywa prywatna. Argumenty te zostały szybko obalone i wręcz wyśmiane przez wykładowców dwóch katolickich uczelni, w tym dominikańskiego Kolegium Filozoficzno-Teologicznego (to jest seminarium duchownego). (...).

dr Dominika Krupińska

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!