Jędryka: Nie tylko o śpiewie gregoriańskim

chorał

Tekst poniższy ukazał się w całości w 12 numerze magazynu Nova et Vetera

 

Najpiękniejszą rzeczą po tej stronie nieba

nazwał katolicką liturgię pewien konwertyta z anglikanizmu. Był to Fryderyk William Faber.

Urodzony w 1814 roku, zdecydował się w wieku 30 lat na przejście do Kościoła

rzymskokatolickiego i przyjęcie katolickich święceń kapłańskich. To co najbardziej uderza w

zacytowanym na początku zdaniu o. Fabera, to zastosowanie wobec liturgii kryterium piękna.

Przywykliśmy bowiem – jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi – traktować Mszę świętą jako źródło

prawdy czy dobra, ale jej piękno może nam się wydawać nieco przypadkowe. Wrażenie to jest

jednak błędne, choć niestety w ostatnich czasach w jakiś sposób usprawiedliwione.

Rzeczywiste piękno katolickiej liturgii było przez wieki pieczołowicie pielęgnowane i wyraża się

na wiele sposobów. Najbardziej może uderzającym jest architektura sakralna. Każdy podróżnik

zwiedzający rozmaite zakątki Ziemi zatrzymuje się przede wszystkim w kościołach jako

najcenniejszych zabytkach kultury. W ich wnętrzach znajduje też arcydzieła światowego malarstwa

– od wschodnich ikon po fresk Leonarda da Vinci czy malowidła Kaplicy Sykstyńskiej. Podziwiać

też niejednokrotnie można kunszt wykonania szat liturgicznych (spuśćmy zasłonę milczenia na

szerzącą się pod koniec XX w i do dziś modę na tandetę w tej dziedzinie, którą na szczęście

przerwał ojciec św. Benedykt XVI nakazując sięgnąć do zasobów watykańskich po szaty naprawdę

piękne). Można by tu jeszcze napisać wiele o rzeźbach, ze słynną rzymską pietą na czele, czy o

naczyniach liturgicznych. Jednak obecność tych wszystkich znakomitych dzieł sztuki nie

wyczerpuje ostatecznie tej estetycznej doskonałości Mszy, którą miał na myśli ks. Faber.

Doskonałość tę bowiem wyraża najpełniej muzyka.

Tak śpiewają aniołowie

Opat benedyktynów z podkrakowskiego Tyńca, ojciec Bernard Sawicki, który zanim zapukał do

zakonnej furty, ukończył Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina w Warszawie, zanucił

podczas jednego z wykładów pierwsze słowa katolickiej prefacji (Zaprawdę godne to i

sprawiedliwe, słuszne i zbawienne...) i przypomniał zdanie Mozarta, który miał powiedzieć, że

oddałby chętnie całą swoją chwałę muzyczną, by móc poszczycić się ułożeniem tej właśnie

melodii. Prostota tej muzyki, złożonej zaledwie z czterech dźwięków, idzie w parze z jej wielką

wyrazistością, odnajdujemy w niej nasze sprawy – uskrzydlenia i „zdołowania”, obsesyjność i

spokój, napięcie i rozładowanie – tłumaczy ojciec opat.

Cóż to za muzyka? Ludzka czy może anielska? Muzykolodzy przypisują jej może nie tyle

nadludzkie, anielskie właściwości, co pewną symbolikę, która pozwala nam wznieść się ponad

sprawy ludzkie do nadprzyrodzonych. Tak właśnie należy rozumieć gregoriański chorał – bo o nim

tu mowa. Jest on sztuką wdzierającą się do ludzkiej duszy głębiej niż jakakolwiek inna, bo chorał

nie odwołuje się do innych wrażliwości duszy niż przeżycie emocjonalne. Na sali koncertowej,

słuchając muzyki świeckiej doświadczamy różnych, często niezapomnianych wrażeń, tamta

muzyka ma uprzyjemnić nam czas, służyć relaksowi, wyciszeniu, ewentualnie koncentracji, albo

przeciwnie – pobudzeniu i napełnieniu energią. Chorał jest inny. Sięga do samych korzeni muzyki.

U starożytnych Greków nawiązywała ona bowiem do harmonii świata. Chorał wyraża na rozmaite

sposoby tę właśnie doskonałą harmonię Stwórcy i stworzenia a także harmonię duszy i ciała w

człowieku. Muzyka – twierdzili starożytni – jest matematyczna. Wyraża piękno proporcji

liczbowych. Jest językiem, którym człowiek opisuje świat i cały porządek kosmiczny. Przeżycie

muzyki w chorale – podobnie jak w filozofii starożytnej – ma być estetyczno-metafizyczne, a nie

tylko emocjonalne. Skoro tak, to muzykę należy analizować, a nie tylko przeżywać, by odkrywać

jej głęboką symbolikę.

(...)

Czym jest chorał?

Liturgia katolicka powstawała w starożytności, ale swój wiek dojrzały osiągnęła w średniowieczu.

W tej też epoce znajdziemy jej najwspanialsze przejawy, do których należy omawiany tu chorał.

Wbrew obiegowej opinii, kultura średniowieczna mocno opiera się na kulturach starożytnych i z

nich wyrasta. Widoczne jest to również w dziejach sztuki. W starożytnych kulturach Wschodu – jak

zauważył najwybitniejszy polski znawca filozofii sztuki prof. Władysław Tatarkiewicz – sztuka

była wyłącznie symboliczna. Nie umiała ona odtwarzać rzeczywistości, ale przekazywała za

pomocą symboli jej znaczenie. Klasyczna sztuka europejskiej starożytności charakteryzowała się

równowagą formy i treści. W sztuce chrześcijańskiego średniowiecza treść zdobyła przewagę.

To właśnie stanowi zasadniczą cechę śpiewu chorałowego. Jest on melodią, której zasadniczą

funkcją jest podkreślanie treści zawartej w tekście biblijnym, czy liturgicznym. Związek z tekstem

jest tak silny, że można analizować, jak melodia układa się w słowach jedno, dwu czy więcej

sylabowych. Melodia oddaje tu swoisty ruch myśli ludzkiej, która – podobnie jak podróż – ma

swój początek i zakończenie. Podróż składa się z poszczególnych kroków. Zatem w każdym kroku

chorałowego tekstu jest punkt wyjścia i punkt dojścia, określane greckimi słowami artis i thesis.

Powoduje to, że chorału nie da się oddzielić od języka, w którym powstawał. Językiem tym zaś jest

łacina – liturgiczny język Kościoła katolickiego.

(...)

 

Lata chwały, upadku i odrodzenia

Chorał gregoriański, który powstał we wczesnym średniowieczu i swoją nazwą nawiązuje do

imienia papieża Grzegorza Wielkiego (590 – 604), przetrwał najprawdopodobniej jako śpiew

Kościoła około 1000 lat w pierwotnej lub nieco tylko zmienionej formie. Po tym okresie uległ

poważnym zniekształceniom, a w końcu niemal zupełnie wyszedł z użycia. Ten pierwszy jego

kryzys nastąpił w wieku XVII. Do kościołów wkroczyła polifonia. Trzeba bowiem pamiętać, że

chorał gregoriański jest śpiewem jednogłosowym. Ta jednogłosowość nie wynika z nieumiejętności

czy ograniczeń twórczych. Ona jest metodyczna i istotna. Zdaniem znawców tylko w ten sposób

można naśladować śpiew aniołów. Chorał jest bezosobowy. Nie jest to śpiew pojedynczego

człowieka, jest to śpiew duszy Kościoła. A dusza jest jedna.

Ale wróćmy do dalszych losów chorału. Na razie, w XVII i XVIII w., został on niemal całkowicie

wyłączony poprzez śpiew chórów wielogłosowych z towarzyszeniem instrumentów. W tym okresie

powstają wspaniałe Msze Gosseca, czy Mozarta, a nieco później Brahmsa oraz naszego Moniuszki.

Kompozycje te, skądinąd jak najbardziej godne uwagi, w których można zresztą znaleźć chorałowe

inspiracje, wyparły jednak klasyczny chorał gregoriański. Stan taki trwał do XIX w., kiedy to mnisi

benedyktyńscy z francuskiego opactwa Solesmes postanowili powrócić do najstarszych rękopisów.

Napisano wiele rozpraw teoretycznych. Wydano nowe edycje krytyczne. Inicjatorem tej odnowy

był słynny opat Prosper Gueranger, który na pomniku grobowym w Solesmes ubrany jest w strój

kapłański, a na albie wytłoczone zostały ornamentacje składające się z neum, które są rodzajem nut,

bo chorał gregoriański ma własną notację nutową. O tym opacie miał powiedzieć po jego śmierci

papież Pius IX: „straciłem oddanego przyjaciela, a Kościół stracił wielkiego sługę”.

Prace te zauważyli też następni papieże. W 1908 r. wydano watykańską edycję Graduału, czyli

księgę liturgiczną zawierającą wszystkie śpiewy mszalne w odnowionym chorale. Papież Pius X

napisał w motu proprio Inter sollicitudines: „Muzyka kościelna powinna w najwyższym stopniu

posiadać cechy właściwe liturgii, a mianowicie: świętość i piękność formy, z których wynika

koniecznie inna jej cecha, powszechność. (...) Powyższe cechy spotykają się w najwyższym stopniu

w śpiewie gregoriańskim i dlatego to jest on śpiewem właściwym Kościoła Rzymskiego, jedynym

śpiewem, który Kościół odziedziczył po ojcach dawnych, którego z zazdrością strzegł przez długie

wieki w swych księgach liturgicznych”. Kolejni papieże potwierdzali to stanowisko. Pius XII wydał

na ten temat instrukcję Musicae sacrae disciplina. Muzyka sakralna „ma być święta – pisał. – Nie

może zawierać ani w swej treści, ani w sposobie jej wykonania nic światowego. Cechę tę w

wybitnym stopniu posiada śpiew gregoriański od wielu już wieków w Kościele używany i

stanowiący jego dziedzictwo”.

Lata dramatu

W wydanej przed laty powieści Umberto Eco „Baudolino”, tytułowy bohater pochodzi z ubogiej

rodziny i przedziwnym zbiegiem okoliczności dostaje się na dwór cesarski, gdzie jest

wychowywany jako przybrany syn monarchy. Dalsze jego dzieje toczą się równie dziwnie: cesarz

umożliwia mu studia w Paryżu, nasz bohater wchodzi tam w posiadanie skarbu, i wyrusza w świat

w poszukiwaniu królestwa księdza Jana, żeby ten skarb mu przekazać. Problem w tym, że i skarb i

królestwo są przez naszego bohatera wymyślone, ale jest on typem mitomana, który w swoje

pomysły wierzy. W ten sposób w powieści Eco kłamstwo zaczyna mieszać się z prawdą, opowieści

mitomana z rzeczywistością.

Wydaje się, że w epoce, która nastąpiła po Soborze Watykańskim II my katolicy, tak duchowni jak

i świeccy, trochę jesteśmy podobni do owego Baudolino. Wymyślamy bowiem nie mające nic

wspólnego z prawdą teorie, w które sami zaczynamy wierzyć. Jedną z takich wymyślonych

nieprawd jest twierdzenie, że Sobór Watykański II zniósł stosowanie łaciny w obrzędach

liturgicznych. Ojciec święty Benedykt XVI w jednym z ostatnich przemówień przypisał te fałszywe

przekonania istnieniu „soboru wirtualnego” wykreowanego przez media. Fałsz tego

rozpowszechnionego mniemania staje się oczywisty, gdy tylko otworzymy soborową Konstytucję o

Liturgii Świętej. Dopuszcza ona wyjątkowe użycie języków narodowych, ale co do zasady ma być

w obrzędach zachowana łacina (p. 36). Dalej w p. 54 znajdziemy postanowienie „…można

pozwolić we Mszach odprawianych z udziałem wiernych na stosowanie języka ojczystego w

odpowiednim zakresie(...) Należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub

śpiewać stałe teksty mszalne, dla nich przeznaczone, także w języku łacińskim”. Tenże Sobór

w tej samej Konstytucji zawarł postanowienie: „Kościół uznaje śpiew gregoriański za własny śpiew

liturgii rzymskiej. Dlatego w liturgii powinien zajmować on pierwsze miejsce wśród innych

równorzędnych rodzajów śpiewu”.

Sobór zakończył obrady w 1965 r. Niestety – jak widać – nie starano się zachować jego

postanowień. Łacina w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku znikła z kościołów, a wraz z

łaciną znikł prawie zupełnie chorał gregoriański, który, jak już pokazaliśmy, w innym języku

śpiewany być – poza pewnymi ograniczonymi fragmentami – nie może. Nastąpiły też niestety

rzeczy smutne i straszne. W zapale reform usunięto i to, co miało być zachowane. O wykorzenieniu

śpiewu gregoriańskiego pisał benedyktyn Rafał Maria Baratta, dyrektor rzymskiego chóru

gregoriańskiego na łamach Ossevatore Romano: “Ogólnie rzecz biorąc w seminariach i instytutach

praktyka ta całkowicie zanikła. Posunięto się nawet do zniszczenia klisz drukarskich Liber usualis

(...). Ostatnie egzemplarze zostały oddane na makulaturę – podobnie jak stare Mszały, później zaś

w niewielkiej części odzyskane w rzymskim Porta Portese, i to głównie przez osoby świeckie”.

Przywróćmy chorał Kościołowi

Papież Benedykt XVI krótko po swoim wyborze na Stolicę Piotrową wydał posynodalną adhortację

Sacramentum caritatis o Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła. “Pragnę przypomnieć

- napisał - o co prosili Ojcowie synodalni, by odpowiednio doceniono chorał gregoriański, jako

właściwy dla liturgii rzymskiej”. Papież ten zdawał sobie sprawę, że wiąże się to z przywróceniem

należnego miejsca łacinie. “Proszę zatem – czytamy dalej – aby przyszłych kapłanów już w

seminarium przygotowywano do rozumienia i celebrowania Mszy św. po łacinie, a także do

posługiwania się tekstami łacińskimi i do wykonywania chorału gregoriańskiego. Nie należy też

zaniedbać możliwości, by sami wierni zostali wychowani tak, aby znali najbardziej powszechne

modlitwy po łacinie i śpiewali niektóre części liturgii na sposób gregoriański”. Nie sposób w tym

nie dostrzec po prostu przypomnienia prawdziwej – a nie tej urojonej – nauki Soboru

Watykańskiego II. Spełnienie papieskiej prośby jest jak widać trudne. Od wspomnianej adhortacji

minęło już sześć lat. Mając dzieci w wieku szkolnym niżej podpisany jakoś nie zauważył, by

katecheci uczyli na lekcjach religii łacińskich tekstów. Trzeba więc uczynić to samemu w ramach

domowej edukacji. Sama nauka zaś niewiele da, jeśli teksty te nie będą odmawiane i śpiewane w

czasie obrzędów Mszy św. Ale w tym zakresie można odnaleźć jakiś promień nadziei. I nie mam

nawet na myśli pełnej sali filharmonii, gdy czasem zdarzy się chorałowy koncert. Bo chorał

gregoriański jest żywy nie wtedy, gdy można go usłyszeć na estradzie. Jego miejsce jest w świątyni,

tam brzmi naturalnie.

Coraz częściej jednak, zwłaszcza w czasie Mszy świętych śpiewanych w klasycznej formie rytu

rzymskiego śpiew ten rozbrzmiewa w swoim środowisku. Warto zrobić wszystko by się

rozpowszechnił bo, jak pisał znakomity polski dominikanin ojciec Jacek Woroniecki: „Kto (...) nie

tylko te rzeczy słyszał, ale i czynny brał w nich udział, kto regularnie, codziennie albo choćby co

niedzielę uczestniczył w śpiewanej po gregoriańsku Mszy świętej, temu nieraz potem te cudowne

melodie Gloria, Credo i inne śpiewać będą w duszy, wnosząc do niej na swych skrzydłach

odpowiadające im słowa modlitwy. Tęsknić on będzie do tych chwil, których atmosfera liturgiczna

Mszy świętej przenikała wszystkie władze jego duszy, aby je skierować do Boga, a gdy mu będzie

dane znowu wziąć w podobnym nabożeństwie udział, na cały dzień rozpromieni mu ono duszę”.

 

Michał Jędryka

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!