"Duch kontestacji ma swe źródło w odrzuceniu liturgicznego dziedzictwa". Fragment Wstępu do książki "Msza po dawnemu się odprawia"

Msza po dawnemu się odprawia

Wielokrotnie w ostatnich dziesięcioleciach podkreślano, robili to teologowie, hierarchowie i liturgiści, że zreformowana liturgia przynosi nową teologię, która dezaktualizuje to, co było przedmiotem wiary i nauczania Kościoła. Duch kontestacji tego, co jest częścią niezmiennej katolickiej doktryny bez wątpienia ma swe źródło w odrzuceniu i zapomnieniu o liturgicznym dziedzictwie.  Jest też tendencja przeciwna – wierność liturgicznemu dziedzictwo prowadzi do wierności Chrystusowi w Jego Kościele. Warto tę prawidłowość podkreślać, warto jej rozumienie pogłębiać, zwłaszcza dziś, gdy mamy do czynienia z próbą istotnego zakwestionowania doktryny Kościoła. Na pewno nie pozostaje ta próba bez związku z odrzuceniem tradycji kultu czyli liturgii.

Kościół nie może się obejść bez starej Mszy; pojętej nie jako estetyczny dodatek, ale jako samo centrum, „źródło i szczyt” życia Kościoła, jego kapłanów i wiernych. Kapłanom, którzy wypowiadają się w tej książce, należy się wdzięczność za wiarę i odwagę świadczenia o swej wierności, czasem trudnej, czasem nierozumianej, tym bardziej cennej dla wiernych i miłej Bogu. Niech ich postawa pobudza do wierności prawdzie Chrystusowej wyrażonej w liturgii Kościoła, a ta wierność rodzi życie Chrystusowe w każdej dziedziny życia.

 

Z wyjątkową radością przekazujemy, jako wydawnictwo Centrum Kultury i Tradycji Wiedeń 1683 tę książeczkę w ręce naszych Czytelników.  Radość ta ma swą przyczynę w fakcie, że oto mamy dowód, że zostaje zachowane coś, co było zagrożone i mogło zostać utracone.

Pamiętam jak w latach '90 ubiegłego wieku  garstka straceńców antyszambrowała w diecezjalnych kuriach i biurach parafialnych  starających się o starą Mszę. Nie po to bynajmniej się  starali, by dopieścić swe gusta estetyczne, ani też nie po to, by ukazać swoją wyjątkowość i odrębność. Tym, co poruszało ówczesnych straceńców, była miłość do własnego katolickiego dziedzictwa, a także świadomość, że przez sposób przeprowadzenia reformy liturgii zostało ono poważnie zniekształcone, wręcz wynaturzone. Mówiły im w tamtym czasie różne czynniki kościelne, że próżny ich trud, że są ostatnimi, porwanymi ,może nawet grzeszną pychą, nierealizowalną wizją i żeby dali sobie spokój, bo to nie ma sensu. "To juz nie wróci, koniec, kropka. Do szeregu marsz!" - słyszeli Rzeczywiście - czasem trudno było się po ludzku otrząsnąć z przygniatającego poczucia bezsensowności działań. Na szczęście  Boża Opatrzność  brała pod uwagę to ludzkie opadanie z sił i nie skąpiła łaski.


Dziś, gdy patrzę w różnych miastach Polski na niedzielną Mszę, i widzę młodych kapłanów przy ołtarzu ( na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy "czynniki kurialne" dokonywały swych aktów gaszenia ducha, ci przyszli kapłani, proszę wybaczyć śmiałość sformułowania, biegali jeszcze boso za orkiestrą), dla których ta Msza jest "ich" Mszą, trudno nie zamyślić się nad przedziwnymi drogami, którymi jest prawicą (a czasem lewicą) Boga prowadzona Jego "mała trzódka".

Gdy Papież Benedykt XVI mocą swego motu proprio „Summorum Pontificum” przypominał o tym, że tzw. „Msza po staremu” ma pełne prawo bytności w życiu Kościoła, można było zaobserwować różne postawy. Jedni starali się, mimo papieskiego dokumentu, jednak dopiero co wyrażone i dobitne przypomniane ograniczyć różnymi przypiskami, zapiskami i instrukcjami. Inni potraktowali je z wyniosła obojętnością, zupełnie marginalizując znaczenie papieskiego dokumentu. „Papież jest stary i ma takie estetyczne ciągoty. Nas to nie dotyczy”- podobne zdania powtarzał setki prałatów na całym świecie. Była i trzecia grupa: ta, która z entuzjazmem i zrodzona przez niego energią do działania przyjęła papieski dokument. W tej grupie byli zarówno weterani, którzy antyszambrowali po kurialnych i proboszczowskich pokojach kilka lat wcześniej, wy wybłagać Mszę w oparciu o motu proprio Ecclesia Dei”, w którym można było znaleźć i takie słowa:

„(…) ponadto wszędzie należy uszanować nastawienie tych, którzy czują się związani z liturgiczną tradycją łacińską, poprzez szerokie i wielkoduszne zastosowanie wydanych już dawniej przez Stolicę Apostolską zaleceń co do posługiwania się Mszałem Rzymskim według typicznego wydania z roku 1962”

Różnie z tą „szerokością i wielkodusznością” bywało, owszem, ale dziś już się raczej o tym nie pamięta. Bowiem w grupie tej byli ludzie zupełnie młodzi, w tym także klerycy i kapłani, którzy w sposób prostoduszny weszli w dziedzictwo Kościoła, którego próba przerwania dokonywała się przez ostatnie dziesięciolecia w Kościele.

Młodzi ludzie odkryli „starą” Mszę, wcale nie jako frapujący zabytek, relikt z muzeum rzeczy już dziś nieużytecznych, ale jako coś najcenniejszego, życiodajnego, nadającego od stuleci tożsamość Kościołowi, wspólnocie, w której spotykają Chrystusa, Który ich odkupił i daje zbawienie.

O tym właśnie jest ta książka – o odnajdowaniu swych korzeni, o ponownym zakorzenianiu się w życiodajnej liturgicznej glebie Kościoła.

Nie da się już przesłonić kłopotów, jakie przyniosła do Kościoła odnowiona  po II Soborze Watykańskim liturgia. Zapewne zagadnienie to stanie się przedmiotem studiów liturgicznych. To, co bez ich dokonania można dziś stwierdzić to fakt, że odnowiona liturgia miała  w sobie bardzo silne elementy „odrzucenia” i „zerwania”. Miała być „nowa”, a kryła się za zmianami nie tyle „odnowa”, co praktyczne unieważnienie tego, co było wcześniej. Józef kard. Ratzinger, jeszcze jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary pisał: "Byłem skonsternowany z powodu usunięcia starego Mszału, ponieważ czegoś takiego nie zna historia liturgii" (s. 130). "Pius V kazał przerobić istniejący mszał rzymski, tak, jak to odbywało się już w długowiekowej historii. Wielu jego następców przerabiało ten mszał, nigdy nie przeciwstawiając jednego mszału drugiemu (...) Teraz zaś (po reformie liturgii – ar.) ogłoszenie zakazanym mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii i jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już zdarzało się wiele razy w przeszłości konieczność rewizji Mszału była w pełni sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami soboru (watykańskiego II – red.). Ale tym razem (mowa o reformie liturgii po Soborze – red.) wydarzyło się coś więcej. burzono starożytną budowlę i tworzono inną. (...)Jestem przekonany, że kryzys, który przeżywamy obecnie, jest spowodowany upadkiem liturgii."(s. 133) I dalej: "Czy dla zwalczenia owej manii niwelowania wszystkiego i trywializowania nie można by pomyśleć o przywróceniu do użycia dawnego rytu? Samo to nie byłoby rozwiązaniem. Jestem oczywiście zdania, że należałoby o wiele hojniej udzielać prawa zachowania dawnego rytu wszystkim tym, którzy sobie tego życzą. Nie widzę zresztą, co miałoby być w tym niebezpiecznego lub nie do przyjęcia. Wspólnota, która ogłasza nagle jako ściśle zabronione to, co dotąd było dla niej czymś najświętszym i najwznioślejszym, oraz której przedstawia się jako coś niestosownego żal, odczuwany przez nią z tego powodu, sama stawia się pod znakiem zapytania. Jak można jej jeszcze wierzyć? Czy jutro nie zakaże ona tego, co dzisiaj nakazuje? (...) Tolerancja względem awanturniczych fantazji jest u nas prawie nieograniczona, za to praktycznie nie ma jej względem dawnej liturgii. Z pewnością w ten sposób znaleźliśmy się na złej drodze" .

Ta książka usprawnia do nadziei, że oto zawracamy ze złej drogi. Na świecie przybywa biskupów, kapłanów i młodych ludzi, którzy odkrywają, że są dziedzicami wielkiego skarbu liturgicznego, duchowego, który przez lata był skrywany, jakby ktoś chciał, by o nim zapomniano.

Nie bez znaczenia jest, że ten zbiór świadectw wierności liturgicznemu dziedzictwu, wierności, która jest coraz powszechniejsza, coraz bardziej upragniona, ukazuje się w czasie gdy Kościół jest bardzo silnie wstrząsany odrzuceniem doktryny, które dokonywane jest przez wielu hierarchów, nader często ośmielonych milczeniem Namiestnika Chrystusowego, Franciszka.

Wielokrotnie w ostatnich dziesięcioleciach podkreślano, robili to teologowie, hierarchowie i liturgiści, że zreformowana liturgia przynosi nową teologię, która dezaktualizuje to, co było przedmiotem wiary i nauczania Kościoła. Duch kontestacji tego, co jest częścią niezmiennej katolickiej doktryny bez wątpienia ma swe źródło w odrzuceniu i zapomnieniu o liturgicznym dziedzictwie.  Jest też tendencja przeciwna – wierność liturgicznemu dziedzictwo prowadzi do wierności Chrystusowi w Jego Kościele. Warto tę prawidłowość podkreślać, warto jej rozumienie pogłębiać, zwłaszcza dziś, gdy mamy do czynienia z próbą istotnego zakwestionowania doktryny Kościoła. Na pewno nie pozostaje ta próba bez związku z odrzuceniem tradycji kultu czyli liturgii.

 

Kościół nie może się obejść bez starej Mszy; pojętej nie jako estetyczny dodatek, ale jako samo centrum, „źródło i szczyt” życia Kościoła, jego kapłanów i wiernych. Kapłanom, którzy wypowiadają się w tej książce, należy się wdzięczność za wiarę i odwagę świadczenia o swej wierności, czasem trudnej, czasem nierozumianej, tym bardziej cennej dla wiernych i miłej Bogu. Niech ich postawa pobudza do wierności prawdzie Chrystusowej wyrażonej w liturgii Kościoła, a ta wierność rodzi życie Chrystusowe w każdej dziedziny życia.

Arkadiusz Robaczewski

Książka do nabycia tutaj

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!