Doniosłość i niezbędność kultu katolickiego współcześnie. Wykład x. Dra Dariusza Olewińskiego inaugurujący Akademię Tradycja i Przyszłość w Lublinie (cz. II)

Kult

11 X br w Lublinie odbyła sie inaugiracja Akademii Tradycja i Przyszłość. Wydarzenie uświetnił swoją obecnością oraz znakomitym wykładem x. Dr Dariusz Olewiński z Monachium. Poniżej zamieszczamy pierwszą część wykładu. Wykład został podzielony na części zaróno ze względu na swoja obszerność, jak i doniosłość poruszanej problematyki; dokonując tego zabiegu chcemy ułatwić jego percepcję. Kolejne fragmenty wykładu będziemy publikować w ciągu nadchodzących dni. Dziś prezentujemy część II.

 

I. Kult

Pojęcie kultu wiąże się już chociażby etymologicznie z pojęciem kultury jako fenomenem wyłącznie ludzkim. Ten związek językowy ma miejsce, o ile mi wiadomo, jedynie w łacinie. Ma to znamienny głęboki wymiar historyczny i ideowy. Pojęcie cultura to w pierwotnej cywilizacji rzymskiej po pierwsze uprawianie ziemi. Religia grecko-rzymska miała - przynajmniej w przeważającej mierze - charakter agrarny (kosmiczny), zresztą podobnie jak religia Mojżeszowa, i chyba wszystkie znane religie, z wyjątkiem islamu, który – a jest to najmłodsza religia – ma charakter wybitnie militarny.

Ten charakter zawiera już też zarodek duchowy idei kultury i kultu. Jest to przejaw jedności duchowo-materialnej człowieczeństwa. Zarówno kultura i kult mają wymiar tak materialny jak i duchowy. Nie ma kultury materialnej bez pierwiastka duchowego i odwrotnie. Równocześnie kult religijny jest istotnym składnikiem, a nawet najwyższym i z reguły najbardziej uroczystym wyrazem kultury, oczywiście odpowiednio dla danej religii. W przypadku religij naturalnych jest tak, że kultura wyłania i wytwarza kult. Zaś istota religii objawionej polega na tym, że ona – jako że pochodząca nie od ludzi, lecz od Boga – kształtuje, koryguje, prowadzi i udoskonala kulturę danego ludu czy narodu.

Czym jest kult religijny sam w sobie? Można go najogólniej zdefiniować jako zespół czynności zarówno duchowych (wewnętrznych) jak też zewnętrznych skierowanych ku rzeczywistości ponadludzkiej. Zespołowość zakłada pewien porządek, którego zasada musi być 1° duchowa, 2° stała (tzn. przynajmniej względnie niezmienna), 3° społeczna przynajmniej w znaczeniu komunikowalności, ponadindywidualności, zrozumiałości dla innych. Najczęściej kult ma charakter społeczny także w znaczeniu zewnętrznym, tzn. ma miejsce i czas publiczny, często nawet państwowy.

Zauważamy więc, że każdy kult niejako ukierunkowuje i – przynajmniej w jakimś stopniu – formuje zarówno społeczność jak też poszczególnego człowieka. Nie jest więc przypadkiem, że władcy w historii ludzkości stale przywiązywali wielką wagę do spraw kultu, zarówno wtedy, gdy sami pełnili funkcję kultyczną (czy to jako bóstwo, czy jako najwyższy kapłan), jak też w sytuacji rozdzielenia funkcyj czysto politycznych od czysto duchowo-religijnych. Miało to oczywiście skutki zarówno dobroczynne jak też zgubne czy to dla państwa czy to dla religii, w zależności od prawdziwości i kwalifikacji moralnej zarówno danej religii jak też danych działań władcy.

II. Katolicki kult

W ostatnich dziesięcioleciach praktycznie zaprzestało się mówić o kulcie katolickim, oczywiście nie znaczeniowo, rzeczowo, lecz językowo i pojęciowo. Wprawdzie odpowiednia dykasteria watykańska nadal – przynajmniej dotychczas – zachowuje swą nazwę jako Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscyplina Sakramentów, jednak w codziennym i akademickim słownictwie kościelnym słowo „kult“ praktycznie zanikło. Może się więc wydawać, że chodzi o coś przestarzałego, niewspółczesnego. Czy tak jest?

Przyczyny tej zmiany językowej są natury teologicznej. Od około stu lat istnieje nurt teologiczno-liturgiczny, którego głównym, choć nie zawsze wyrazistym założeniem i dążeniem jest rzekomy powrót do wyobrażanej liturgii starochrześcijańskiej, szczególnie z okresu przedkonstantyńskiego. Liturgia ta miała być prosta, tzw. wspólnotowa, w przypadku Mszy św. oparta na Ostatniej Wieczerzy nie tylko w znaczeniu sakramentalnym, lecz przede wszystkim obrzędowym. Skutki i owoce tego pojmowania widzimy na co dzień. Reforma liturgii tzw. posoborowa poszła tym tropem nie tylko w praktyce, lecz także w mentalności duchowieństwa i katolików świeckich. Zwykle bezskutecznie można im mówić i udowadniać, że ani sobór ani żaden przepis posoborowy nie nakazał celebransowi ustawiać się za ołtarzem. Uporczywie rozpowszechnione jest też przeświadczenie, jakoby sobór nakazał język narodowy w liturgii. Nawet jeśli uda się wyprowadzić kogoś z tych dwóch praktycznych błędów, to jako ostateczny, niby najbardziej ważki argument pozostaje u nich twierdzenie: przecież Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy nie odwracał się tyłem do Apostołów i nie modlił się po łacinie. Taka wypowiedź jest tyle banalna, co zawierająca w sobie sedno problemu, mianowicie zasadniczo błędne pojmowanie zarówno wydarzenia z Ostatniej Wieczerzy jak fundamentalne nieporozumienie odnośnie liturgii Mszy św. Istotą problemu jest mniej czy bardziej uświadomione odrzucenie znaczenia Mszy św. i liturgii jako kultu Bożego sensu stricto, czyli jako czynności wybitnie religijnej będącej w ciągłości z kultem świątynnym Starego Testamentu, dokładniej: ze składaniem ofiar, a nie z nabożeństwem synagogalnym czy wręcz świąteczną wieczerzą paschalną.

W tym miejscu nie jest możliwe bliższe rozważenie problematyki zarówno egzegetycznej jak też dogmatycznej z tym związanej. Niech tutaj wystarczy wskazanie chociażby na prace teologiczne kardynała Ratzingera, jako że są one łatwo dostępne i bynajmniej nie przestarzałe. Nie jest przypadkiem, że ks. Ratzinger już jako profesor sprzeciwiał się banalizacji liturgii oraz odzieraniu jej ze splendoru zarówno teologicznego jak też kulturowego. W swej obronie godności liturgii katolickiej mógł się posłużyć swą rozległą wiedzą i wnikliwością w dziedzinie zarówno źródeł teologii i liturgii, jak też teologii współczesnej, zwłaszcza egzegezy. Mówiąc najkrócej: solidna wykładnia źródeł zarówno biblijnych jak też patrystycznych nie stoi bynajmniej w sprzeczności z Tradycją liturgiczną Kościoła, lecz ją potwierdza i uzasadnia. To nie liturgia tradycyjna sprzeciwia się wydarzeniu z Ostatniej Wieczerzy, lecz ci, którzy zwalczają tę liturgię i zastępują innymi, wymyślonymi czy rzekomo na nowo odkrytymi obrzędami.

Sprowadzenie Mszy św. do pamiątki Ostatniej Wieczerzy ma korzenie protestanckie, a nawet jeszcze dalej idące. Jak wspomniałem, chodzi tutaj ostatecznie o negację spełnienia i kontynuacji ofiar Starego Przymierza w Ofierze Mszy św. Moderniści liturgiczni z tzw. ruchu liturgicznego najpierw chcieli niby oczyścić liturgię katolicką z rzekomych naleciałości pogańskich. Dlatego właśnie odrzucali np. używanie kadzidła czy inne elementy wskazujące w jakikolwiek sposób na kultyczny charakter Mszy św. Uznają owszem znaczenie Mszy św. jako dziękczynienia. W krajach, gdzie intencje mszalne nie wyszły z użycia, nie neguje się wprawdzie także charakteru np. przebłagalnego, jednak pojmuje się go właściwie w znaczeniu szczególnej, najbardziej wartościowej modlitwy. Podobnie charakter chwalebny ogranicza się z reguły do wypowiadanych słów, zaś nie do ofiary kultycznej jako takiej. Właściwa czynność ofiarnicza, kapłańska, pozbawiona jest znaczenia jako taka, a to na korzyść słów modlitwy oraz intencji kapłana. Dlaczego ważne jest to odróżnienie?

Wiąże się to z istotą i ważkością ofiary kultycznej. Kultyczne ofiarowanie jest

1° szczytowym,

2° uroczystym

3° urzędowym oraz

4° społecznym sprawowaniem kultu czyli okazywaniem czci.

Dotyczy to właściwie każdej religii, zaś w szczególny sposób religii objawionej, począwszy od Starego Testamentu aż do jego wypełnienia w Jezusie Chrystusie. Podkreślam wbrew rozpowszechnionemu obecnie błędowi: Msza św. NIE jest pamiątką, powtórzeniem czy uobecnieniem Ostatniej Wieczerzy, lecz uobecnieniem Ofiary Krzyżowej. Owszem, Jezus Chrystus ustanowił sakrament Eucharystii razem z sakramentem święceń we Wieczerniku, w związku czasowo-przestrzennym z Ostatnią Wieczerzą. Wiadomo przy tym, że nie mogła to być uczta paschalna, gdyż miała miejsce w przeddzień początka święta Paschy. Jezus Chrystus ofiarował siebie jako prawdziwy i wieczny Baranek paschalny, wypełniając I unieważniając obrzędy Starego Przymierza. Wyraźnie mówią o tym już księgi Nowego Testamentu, zarówno Ewangelie, jak też zwłaszcza List do Hebrajczyków. Rozdarcie zasłony przybytku świątyni Jerozolimskiej w momencie śmierci Chrystusa Pana oznacza właśnie odsłonięcie i wypełnienie tajemnicy Starego Przymierza, a równocześnie ujawnienie jego pustki, która została wypełniona pełnią prawdy Jezusa Chrystusa.

Sprawa ofiarnego kultycznego charakteru Mszy św. nie jest więc abstraktem dogmatycznym, lecz dotyczy całej historii Zbawienia, w tym także stosunku Kościoła do Starego Testamentu, jak do judaizmu (talmudyzmu). Dopiero z tego punktu widzenia można zrozumieć zaciekłą walkę wrogów Kościoła przeciw jego liturgicznej Tradycji, zwłaszcza przeciw Ofierze Mszy św. Mówiąc w pobieżnym skrócie:

1° Kult katolicki, zwłaszcza w jego szczytowym wyrazie, jakim jest Msza św., ze swej natury i istoty zarówno nawiązuje - w pewnym antropologicznym sensie – do religij naturalnych, jak też jest spełniającą i wypełniającą kontynuacją kultu Starego Przymierza. Wskazuje na to wyraźnie już chociażby Kanon Rzymski, powołujący się zarówno na ofiarę pogańskiego króla-kapłana Melchizedeka, jak też patriarchy Abrahama.

2° To nawiązanie i kontynuacja jest równocześnie zastąpieniem i unieważnieniem. Mówiąc wprost: od momentu Ofiary Krzyżowej Jezusa Chrystusa nie ma (i do końca świata nie będzie) innych godnych, prawdziwych form i wyrazów kultu prawdziwej religii, czyli oddawania czci prawdziwemu Bogu.

W tym kontekście często spotykamy zarzut następującego rodzaju: Pan Bóg nie potrzebuje ofiary. Cóż to za Bóg, który wymaga zabijania niewinnych zwierząt, ich spalania czy niszczenia innych rodzajów żywności? Czyż Bóg chciał i musiał wymagać, by Jego Syn tak cierpiał i złożył siebie samego w okrutnej ofierze na Krzyżu? Owszem, sprawa dotyczy bezpośrednio pojęcia Boga, czyli prawdy o Bogu, oraz właściwie kwestii, czy Kościół głosił i głosi Boga prawdziwego. Jest na ten temat sporo książek. Temat jest bardzo aktualny, wręcz gorący, aczkolwiek nie zawsze bezpośrednio poruszany. Znowu dostrzegamy ścisły wewnętrzny związek z istotą, prawdziwością i zarazem racją bytu Kościoła, a nawet właściwie każdej religii, przynajmniej jako kultu zewnętrznego, ale także jako kultu duchowego, gdyż żadna religijność, żadna pobożność nie może się obejść bez ofiary przynajmniej duchowej, wewnętrznej.

Słuszna jest uwaga, iż sporządzanie krwawych ofiar przynajmniej kontrastuje, czy wręcz sprzeciwia się pojęciu Boga jako miłosiernego Ojca. Słusznie też pamiętamy słowa Zbawiciela: „miłosierdzia raczej chcę niż ofiary“ (Mt 12,7). Zarówno już prorocy Starego Przymierza, jak też zwłaszcza nauczanie i przykład postępowania Jezusa Chrystusa umiejscawia się w pewnym krytycznym dystansie wobec kultu świątynnego oraz innych wyrazów religii zewnętrznej. Równocześnie należy mieć na uwadze, że sam Zbawiciel poddał się obrzędom Starego Testamentu począwszy od obrzezania, aż do rytualnej uczty Ostatniej Wieczerzy. Czyżby więc zachodziła niespójność czy wręcz sprzeczność w postawie samego Jezusa Chrystusa, która następnie przeszła na Jego Kościół? Można odnieść takie wrażenie obserwując dyskusje i spory między katolikami a modernistycznym heretykami, którzy zresztą także chcą uchodzić za katolików i to nawet tych jedynie prawdziwych, bo nowoczesnych. Ci ostatni zarzucają katolikom przestarzały, okrutny obraz Boga, zaś katolicy recytują z podręczników dogmatyki, wykazując modernistom herezję (i słusznie). Sytuacja wydaje się być patowa, przynajmniej dopóki jedna ze stron nie zostanie oficjalnie potępiona (na co się raczej nie zanosi). Trwa jednak wojna podjazdowa, obliczona na to, kto i jaki zdobędzie wpływ na ster władzy, po pierwsze po to, żeby czuć się bezpiecznie (tzn. nie obawiać się exkomuniki), a po drugie, żeby skutecznie zepchnąć przeciwnika na margines czy poza margines.

Mówiąc z pozycji katolika przyznaję, że brak jest u nas pogłębionej refleksji odnośnie prawd wiary. Nie wystarczy recytować definicje dogmatyczne, aczkolwiek w zgubnym błędzie są moderniści, którzy traktują je jako przestarzałe formułki bez istotnego znaczenia dla współczesności. Problem jest palący zwłaszcza w sprawie, która dotyczy właśnie najbardziej codziennego i zarazem szczytowego przejawu życia Kościoła jakim jest Msza św. Z powodu ram czasowych pozwolę sobie sformułować możliwie prosto i zwięźle: Bóg – Jezus Chrystus po to ustanowił Najświętszą Ofiarę, żeby ludzkość zaprzestała wszelkiego innego kultu. Można to owszem porównać do sytuacji rodzica czy pedagoga, który widząc zabawę dzieci ani nie zakazuje zabawy w ogóle, ani im nie zabiera zabawek, lecz koryguje, poucza, ukierunkowuje i prowadzi dążenia dzieci wyrażone w zabawie. Dziecko jest z natury ciekawskie i twórcze, oczywiście także naśladowcze. W zabawie wyraża i rozwija swoją wyobraźnię oraz zdolności. Oczywiście nie można sprowadzić kultu religijnego do zabawy dziecinnej. Jednak pewna analogia istnieje. Każdy obrzęd, zwłaszcza świecki, także zupełnie poważny, składa się z czynności i znaków symbolicznych, wskazujących na rzeczywistość wyższą, duchową. Rytuał religijny oczywiście nie jest zabawą czy grą, gdy chodzi w nim o poważne, fundamentalne sprawy jak życie i śmierć, miłość i grzech. Porównanie jest jednak o tyle trafne, że wskazuje na istotę ekonomii Bożej, także w odniesieniu do religii. Założyć należy oczywiście katolickie rozumienie religii, także naturalnej, nieobjawionej. Bóg stworzył człowieka zdolnego do religijności. To jest podstawą każdej religii. Człowiek zraniony grzechem pierworodnym pozostawiony własnym ułomnym zdolnościom jest owszem w stanie, a nawet w dyspozycji wynaleźć czy stworzyć jakieś formy religijności, w tym także ofiary kultowe. Jest poświadczone w Piśmie św., że miały one miejsce już przed Objawieniem. Objawienie starotestamentalne nie odrzuciło sprawowania ofiar, lecz je nakazało, aczkolwiek w formie skorygowanej, oczyszczonej, oraz w pewnym krytycznym dystansie. Syn Boży, który stał się człowiekiem, dokonał przełomu także w historii religii. Faktycznie wkrótce po Jego Ofierze Krzyżowej ustał kult Starego Testamentu. Dokonało się tym samym ostateczne oczyszczenie religijności, właśnie w ustanowieniu prawdziwej nieprzemijającej religii. To oczyszczenie zachowało autentyczny, prawdziwy rdzeń każdej religijności. Dlatego katolicyzm nie wahał się przejąć pewne elementy kultów pogańskich, jak chociażby kadzidło czy kult świętych miejsc, obrazów, także osób świętych. W teologii protestanckiej przez długie wieki usiłowano – i nadal poniekąd usiłuje się – wykazać rzekomą poganizację (hellenizację) chrześcijaństwa w katolicyzmie, co miałoby być dowodem fałszywości katolicyzmu. Takie myślenie przejawia się niekiedy także w niektórych kręgach tradikatolików, którzy nie znając ogólniejszej perspektywy teologicznej w swoim poniekąd słusznym proteście przeciw współczesnemu indyferentyzmowi religijnemu popadają w skrajność upodabniającą ich myślenie i argumentowanie dla protestanckiego.

 

Podam przykład: pewien gorliwy katolik (i równocześnie polityk) w swoim zapale niedawno podawał jako wzór niszczenie pogańskich bożków i miejsc kultowych przez misjonarzy chrześcijańskich. Gdy zapytałem go o źródło, z którego czerpał swą wiedzę w tym temacie, nie potrafił bądź nie chciał odpowiedzieć. Domyślam się, że z jakichś niby tradycyjnych prelekcyj czy broszurek, których informacje są albo owocem fantazji, albo nie mają pochodzenia katolickiego. Kościół owszem zawsze uważał siebie za jedyną prawdziwą religię. Jednak jego zwykłą metodą w odniesieniu do naturalnej religijności nie było niszczenie, równanie z ziemią, lecz oczyszczanie i przejmowanie tego, co nie sprzeciwia się prawdzie objawionej. Obrazy bożków zastępowano obrazami świętych, kadzidło palono nie na cześć bożków lecz na chwałę Bożą i świętych. Jeśli misjonarze chrześcijańscy niszczyli fizycznie pogańskie miejsca kultu i przedmioty (a miało to miejsce raczej rzadko), to nie w ślepej zapalczywości, lecz dla naocznego udowodnienia, że są to jedynie zwykłe przedmioty materialne, a nie bóstwa czy istoty ponadludzkie. Owszem, w Jezusie Chrystusie Bóg powiedział ludzkości: zaprzestańcie tych krwawych, absurdalnych ofiar, oto Ja wam daję jedyną prawdziwą, doskonałą i nieprzemijającą Ofiarę, która przewyższa każdy kult, jaki istniał i mógł zaistnieć; uznaję każde ziarenko prawdy i pobożności zawarte w waszych obrzędach, możecie je przejąć do Ofiary Nowego i Wiecznego Przymierza, o ile zgadzają się one z prawdą i są dla was pożyteczne.

x. dr Dariusz Olewiński

 

Pierwszą część wykłądu można znaleźć tutaj

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!