Doniosłość i niezbędność kultu katolickiego współcześnie. Wykład x. Dra Dariusza Olewińskiego inaugurujący Akademię Tradycja i Przyszłość w Lublinie (cz. I)

x. Dariusz Olewiński

11 X br w Lublinie odbyła sie inaugiracja Akademii Tradycja i Przyszłość. Wydarzenie uświetnił swoją obecnością oraz znakomitym wykładem x. Dr Dariusz Olewiński z Monachium. Poniżej zamieszczamy pierwszą część wykładu. Wykład został podzielony na części zaróno ze względu na swoja obszerność, jak i doniosłość poruszanej problematyki; dokonując tego zabiegu chcemy ułatwić jego percepcję. Kolejne fragmenty wykładu będziemy publikować w ciągu nadchodzących dni.

Doniosłość i niezbędność kultu katolickiego współcześnie

Temat być może brzmi prowokująco. Być może potraktowany zostanie przez niektórych jako przejaw wyniosłości czy przestarzałej mentalności nie pasującej do pluralizmu i ekumenizmu. Wydaje się, że przekonanie o doniosłości i niezbędności religii katolickiej stanowi po pierwsze główną trudność u samych katolików, a po drugie jest ono – to jest nasza teza -  niezbędne dla przetrwania Kościoła. Oczywiście nie kwestionuję prawdy wiary odnośnie niezniszczalności Kościoła do końca czasów. Ta jest pewna teologicznie. Dokładniej: ta pewność teologiczna odnosi się do przetrwania istoty Kościoła w jakiejś chociażby znikomej liczbie wiernych. Nie oznacza to jednak, jakoby nieuprawnione były rozważania teologiczne i historiozoficzne odnośnie historycznej, konkretnej formy, postaci tego przetrwania, w tym także w aspekcie socjologicznym i socjogenicznym.

I. Współczesność

Czym jest współczesność? W sensie ścisłym chodzi o świat współczesny każdemu z nas, tym samym związany z każdą biografią. Współczesność składa się z poszczególnych biografij i dzieje się na ich wielorakim styku. Współczesność to każdy z nas w jego doniosłości dla innych, pośrednio także zarówno dla przeszłości, jak też dla przyszłości.

Jest to wspólnotowość czasu. Przy tym wiadomo, że właściwie nie wiadomo, czym jest czas, jako że nie ma jego wyczerpującej, ścisłej i jednej definicji. Czas jest zarówno obiektywny, jak też subiektywny. Tym samym można być współczesnym komuś obiektywnie, nie będąc współczesnym subiektywnie, i odwrotnie. Jednak niezaprzeczalnie istnieje wspólnota czasowa, niezależnie od jej ujmowania czy akceptowania przez jej uczestników.

Jak można i trzeba scharakteryzować naszą współczesność? Czy jest to w ogóle możliwe? Jako wspólnota biograficzno-czasowa może być współczesność opisana, oczywiście w uproszczeniu i ogólnieniu. To zakłada adekwatne kryteria, które muszą być 1) same w sobie spójne, 2) odpowiednie do przedmiotu. Możemy próbować tutaj jedynie pewien bardzo skrótowy szkic ograniczony zarówno ramą czasową jak też aspektowo.

Niemal niezliczone są analizy i charakterystki współczesności. Większość z nich można streścić wokół następujących pojęć:

1) antropocentrym

2) sekularyzm

3) globalizm

Zaznaczyć trzeba, że opisowość tych pojęć dotyczy zarówno trendów duchowo-ideologicznych (czyli głównie teorij), jak też faktycznych (praktycznych) procesów w znaczeniu zarówno programowych dążeń, jak też przynajmniej pozornie samodzielnych, nieprogramowych przemian.

ad 1) Antropocentryzm wiąże się z tzw. zwrotem ku podmiotowi (subiektywności), szczególnie wyraźnym w filozofii kartezjańskiej i kancjańskiej, wraz z pochodnymi. Często zapomina się, że subiektywizm nie jest wynalazkiem czasów nowożytnych. Istniał on od początków znanych poświadczonych dziejów myśli ludzkiej, chociażby u greckich sofistów. Kultura klasyczna grecko-rzymska ukształtowała się i wyrosła w opozycji, wręcz z protestu przeciw relatywizmowi sofistów. Platońsko-arystotelesowskie poszukiwanie rzeczywistości realnej, niezawisłej od podmiotu, trwałej, stało się korzeniem nie tylko jedynego w płodności i skutkach rozwoju myśli zarówno filozoficznej, religijnej i humanistycznej, lecz także przyrodniczej i technicznej. Ta ostatnia dziedzina jest współcześnie najbardziej namacalna, nawet na co dzień. Nie tylko każdy z nas, lecz także ludzie w każdym zakątku ziemi mają kontakt i korzystają z techniki, która jest ostatecznie owocem klasycznej myśli filozoficznej, zwłaszcza arystotelesowskiej. Nie wchodząc w niuanse można powiedzieć: to właśnie zasada przyczynowości, absurdalnie zwalczana z powodu założeń głównie ateistycznych, jest elementarną i nieodzowną podstawą zarówno najprostszej technologii, jak też najbardziej skomplikowanych osiągnięć myśli technicznej. Pomijam tutaj chociażby spór o to, czy np. Chińczycy chronologicznie wcześniej osiągnęli pewne rozwiązania techniczne. Jeśli tak było, to nie stanowi to zaprzeczenia związku między rozwojem techniki a realizmem gnozeologicznym. Wręcz przeciwnie: uniwersalność realizmu jest argumentem na jego korzyść. Myśl klasyczna nigdy nie pretendowała do wyłączności w znaczeniu narodowościowym czy kulturowym, lecz zakłada powszechność zarówno doświadczenia jak też zasad myślenia.

Antropocentryzm nie jest równoznaczny z humanizmem czy subiektywizmem. Nie można myśli klasycznej ani odmawiać humanistyczności w odpowiednim słowa znaczeniu, ani zarzucać jej braku zainteresowania czy respektowania podmiotu, czyli człowieka. Jest raczej tak, że poglądy sztandarowo niby humanistyczne (w znaczeniu subiektywizmu) z reguły były i okazały się właściwie antyhumanistyczne, bo ukierunkowane ostatecznie przeciw człowiekowi, w czym także ukazała się ich wewnętrzna sprzeczność i fałszywość.

Czym jest więc antropocentryzm jako cecha charakterystyczna współczesności? Istnieje daleko idąca zgodność, że chodzi w nim o sprzeciw wobec teocentryzmu, kojarzonego ze chrześcijańską kulturą średniowiecza. Zauważyć trzeba, że dość często myli się teocentryzm z teokracją, przy czym w określeniu „teokracja“ ma się na myśli właściwie klerokrację. Np. nazywa się obecną republikę islamską w Iranie „teokracją“, podczas gdy jest to właściwie klerokracja z dość wyrafinowanym systemem zawierającym pewne elementy demokracji. Klerokracja jest pewną odmianą oligokracji (oligarchii). W przypadku współczesnego Iranu jest to oligokracja oficjalna. W przypadku chociażby Stanów Zjednoczonych czy Rosji jest to oligokracja ukryta, jako że polegająca na pozorach demokracji. Nie wchodząc dalej w szczegóły socjopolityczne chcę jedynie zwrócić uwagę na nieporozumienie: klerokracja nie jest teokracją. Osobną jest kwestia, czy demokracja może być teokracją. W każdym razie pojęcia te nie wykluczają się. Jest jedynie kwestia realności, czy to przewidywalnej czy faktycznie sprawdzonej, historycznej. Stare rzymskie powiedzenie: vox populi vox Dei zawiera w sobie pewien optymizm w zaufaniu w mądrość mas. Można by je sparafrazować: vox naturae vox Dei. Takie powiedzenie byłoby już bardzo bliskie katolickiej nauce o prawie naturalnym jako podstawie moralności zarówno indywidualnej jak też zbiorowej. Jeśli by moralność – czy to osobowa czy grupowa – koncentrowała się na prawie naturalnym, to taki naturo- czy antropocentryzm w znacznej mierze byłby realizacją Królestwa Bożego na ziemi, czyli właściwie rozumianej teokracji.

Wracając do kwestii antropocentryzmu: Zapewne nie jest przypadkiem, że to właśnie kultura chrześcijańska rozwinęła takie pojęcia oraz rozwiązania socjopolityczne, które są podstawą standartów współżycia zarówno wewnątrz narodów i państw, jak też norm międzynarodowych. Należy powiedzieć, że kultura chrześcijańska była zdolna do tego właśnie dzięki swemu teocentryzmowi. Rzeczywistość Boga jest rzeczywistością najwyższą, oraz źródłem i gwarancją każdej innej rzeczywistości, czyli rzeczywistości stworzonej. Tym samym nie ma solidniejszego humanizmu, humanizmu prawdziwego, niż teocentrym. (Można zasadnie postawić tezę, że do tego przesłania da się sprowadzić nauczanie Jana Pawła II, a także jego sprzeciw i działania zarówno wobec komunizmu jak też liberalizmu.)

Tymczasem potocznie rozumie się przez antropocentryzm i humanizm właściwie subiektywizm i relatywizm, które ze swej istoty są zabójcze zarówno dla kultury i nauki, jak też dla społeczności na każdym szczeblu. Istnieją też formy cząstkowe subiektywizmu, także na płaszczyźnie społecznej. Tak chociażby komunizm jest subiektywizmem klasy robotniczej (w właściwie jedynie słusznej partii komunistycznej), nazizm jest subiektywizmem narodowości czy rasy (także właściwie jedynie słusznej partii). Jest to dość istotne stwierdzenie, zwłaszcza, że retoryka subiektywizmu wkrada się chociażby do języka codziennego. Na przykład w sposobie wyrażania się polityków i działaczy także szczerze katolickich nagminna jest charakterystyczna fraza „moim zdaniem“, „w mojej opinii“, „w mojej ocenie“. Oczywiście takie wyrażenie jest na miejscu, gdy rzeczywiście chodzi o prywatne poglądy, subiektywną ocenę itp. Jest ono jednak bardzo często nadużywane, tzn. stosowane wtedy, gdy chodzi o prawdziwość i słuszność, gdzie właściwie nie ma, nie powinno być miejsca na subiektywność. Taka fałszywa skromność jest szczególnie częsta w wypowiedziach katolików. Pragną oni chyba szczególnie zachować uprzejmość (kulturalność) wypowiedzi, zapominając przy tym, że możliwe i konieczne jest odróżnienie między subiektywną opinią a stanem obiektywnym rzeczy, który podlega i powinien podlegać merytorycznej ocenie i osądowi. Paradoksalnie właśnie ludzie prawicy w Polsce bardzo często popadają w retorykę subiektywistyczno-relatywistyczną. Być może wynika to z przyzwyczajenia czy to do sytuacji defensywy, czy fałszywego pojmowania pokory jako przeciwieństwa prawdziwości.

ad 2) Sekularyzm również wiąże się zarówno z walką filozoficzną, jak też socjopolityczną. Określenie to pojawiło się w historii – jako eufemizm – w związku z grabieżą dóbr kościelnych począwszy od reformacji, aż do tzw. oświecenia (właściwie zamroczenia masońskiego). Rzecz miała więc podłoże dość konkretne, wymiar namacalny. Jako ideologia sekularyzm głosi oficjalnie tzw. oddzielenie od Kościoła i religii, tzw. świeckość państwa zwaną także laicyzmem. Wyraźna jest przy tym opozycyjność wobec klerokracji, czy to urojonej, czy realnie istniejącej. W praktyce celem jest pozbawienie religii i Kościoła wpływu na życie społeczne, przy czym chodzi o wpływ nie tylko wymierny, materialny, lecz także czy przede wszystkim ideowy, teoretyczny. Dokładniej biorąc: Kościołowi przyznaje się owszem – i  to dość chętnie – rolę i funkcję społeczną jako organizacji charytatywnej do troski o potrzebujących, chorych, ubogich, w tym też popieranie polityki imigracyjnej. Natomiast odmawia się Kościołowi prawa wypowiadania się w ogólniejszych kwestiach moralnych, jeśli nauczanie Kościoła nie odpowiada danej linii czy opcji politycznej. Realnie istniejący sekularyzm jest więc dogłębnie obłudny, co zresztą dość dokładnie odpowiada jego genezie oraz przebiegowi w historii. Jego istotnym składnikiem jest dyktowanie Kościołowi jego praw i obowiązków, odmawiając Kościołowi jakiegokolwiek samodzielnego wpływu na społeczeństwo, równocześnie głosząc rozdział Kościoła od państwa.

Istotnym składnikiem sekularyzmu jest praktyczny materializm, nawet praktyczny ateizm. Można tutaj mówić także o konsumpcjoniźmie. Nie jest on właściwie nigdy otwarcie głoszony, lecz jest stosowany i praktykowany. Obecny system ekonomiczny polega na konsumpcji, która jest różnorako pobudzana, rozkręcana i wzmagana. Można nawet mówić o konsumpcjocentryźmie nie tylko gospodarki, lecz także życia społecznego i mentalności. W wersji prymitywnej konsumpcja polega wyłącznie (bądź niemal wyłącznie) na używaniu dóbr materialnych, i to codziennego użytku (jeść, pić, sex itd.), także kosztem potrzeb bardziej ludzkich jak doznania estetyczne, rozwój intelektualny oraz więzi międzyludzkie. Są podstawy do podejrzenia, że hamowanie czy wręcz aktywne przeciwdziałanie dobrobytowi większości ludności (głównie przez politykę monetarną i fiskalną) ma na celu właśnie podtrzymywanie niedostatku na elementarnym poziomie potrzeb (jeść, pić itd.) właśnie po to, by możliwie nie pojawiały się i nie dochodziły do głosu (przynamniej na wyższym szczeblu społecznym) potrzeby wyższego rzędu, gdyż one mogą stanowić zagrożenie dla status quo warstwy rządzącej, będącej właściwie na usługach koncernów sterujących i kontrolujących masową konsumpcję. Stąd właśnie zwalczanie zarówno małych przedsiębiorstw, jak też rodzinnego rolnictwa.

Nietrudno zauważyć związek z kwestią antropocentryzmu. Sprawa ma się podobnie: sekularyzm głosi wolność od religii i Kościoła, w rzeczywistości sprowadza człowieka do poziomu najbardziej elementarnych i prymitywnych potrzeb. Spirala konsumizmu nastawiona na maksymalny zysk posiadaczy kosztem konsumentów skutkuje także zniszczeniem środowiska ludzkiego we wielu wymiarach – zarówno kulturowym i duchowym, jak też naturalnym, ekologicznym. Nie jest właściwie tajemnicą, że ziemia byłaby w stanie wyżywić ludzkość nie tylko obecnie, lecz także przyszłe pokolenia, gdyby nie była wyjałowiana środkami chemicznymi, które wprawdzie maksymalizują zysk przez krótki okres czasu, lecz pozostawiają wielorakie i długotrwałe szkody, z reguły niekalkulowane i przemilczane.

Do istoty sekularyzmu – zarówno historycznie, jak też teoretycznie – należy zatem oligarchiczność, dokładniej dyktat oligarchii, czyli pewnej grupy działającej dla swej własnej korzyści kosztem dobra większości, nie tylko samego Kościoła w znaczeniu hierarchii. Zredukowanie człowieka do doczesności jest skierowane nie tylko i często nie wprost przeciw Kościołowi, lecz przeciw człowiekowi i całemu społeczeństwu.

Nie należy jednak zapominać, że zawsze istniało coś takiego jak zdrowy sekularyzm chrześcijański. Jest on zawarty chociażby w słowach Pana Jezusa: „dajcie cesarzowi, co cesarskie, dajcie Bogu to, co boskie“ (Mt 22,21). Chodzi o właściwy „rozdział“ Kościoła od państwa oraz państwa od Kościoła. Kluczem do właściwego zrozumienia są słowa: „to, co boskie“. Pan Jezus nie mówi: „to, co kościelne“. Oczywiście zasada sprawiedliwości dotyczy także Kościoła. Także Kościołowi należy zwrócić zagrabione mienie. Pan Jezus powiedział właściwie: Bóg nie potrzebuje pieniędzy przeznaczonych na podatek. Bóg nie stanowi konkurencji dla władzy państwowej. Bóg jest ponad wszelką władzą, Bogu ma podlegać i poddać się wszelka władzy, gdyż od Boga pochodzi porządek stworzenia, w którym nieodzowna jest władza. Tym samym system społeczny i polityczny zakładający odcięcie się od źródła władzy, którym jest Bóg, jest skazany na niepowodzenie, gdyż jest w sprzeczności z porządkiem naturalnym i zarazem z samym sobą. W doświadczeniu historycznym takie systemy okazywały się dość rychło jako zbrodnicze i wyniszczające. Tak też dzieje się aktualnie chociażby w Europie: zapaść demograficzna jest coraz bardziej naoczna. Przy tym jest dość oczywiste, że nie jest ona skutkiem ubocznym jakiegoś samoistnego, przypadkowego procesu, lecz rezultatem planowego działania, być może nawet wprost zamierzonym.

Zdrowe ustawienie stosunku między sferą religii i doczesności można natomiast streścić w słynnym powiedzeniu monastycznym: ora et labora. Zakłada ono łączność i związek tych dwóch czynności ludzkich – modlitwy i pracy, czyli religii i doczesności, przy równoczesnym odróżnieniu. Wg reguły św. Benedykta pracuje się w milczeniu, tzn. bez zbędnych rozmów, zabawiania się w rozmowie. Tak wyraża się również podobieństwo pracy do modlitwy. Praca wymaga skupienia ducha, jest pewnego rodzaju nabożeństwem. Zaś modlitwa wymaga także wysiłku fizycznego, czynności zewnętrznej, pracy przynajmniej ust i strun głosowych. Przez pracę mnisi dbali nie tylko o swoją własną doczesność, lecz byli także krzewicielami wielorakiej kultury – agrarnej, gastronomicznej, sztuk pięknych. Można powiedzieć, że nie byłoby w Europie nie tylko tylu pomników kultury, lecz także osiągnięć nauki i techniki, gdyby nie było mnichów realizujących właśnie związek wieczności i doczesności. Dlatego właśnie zbójecki sekularyzm zarówno protestantów jak też masonerii uderzył przede wszystkim w monastycyzm, wiedząc, że to właśnie klasztory są centrami zarówno pobożności i kultu Bożego, jak też właściwie rozumianej kultury chrześcijańskiej i prawdziwego humanizmu.

ad 3. Najbardziej nowoczesnym pojęciem w naszej szkicowej analizie współczesności jest globalizm. Słowo jest nowe. Zostało utworzone w związku z procesem expansji gospodarczej, technicznej, medialnej, a także politycznej, układu i systemu, którego centrum jest Ameryka Północna oraz Europa Zachodnia. Ten proces nie jest jednostronny, jednokierunkowy, gdyż oznacza także wpływ i oddziaływanie krajów i kultur pozaeuropejskich. Mówienie o globalnej wiosce jest owszem przesadzone, ma jednak realne podłoże. Proces ten zapoczątkowany został odgórnie, czego wyrazem było utworzenie tzw. Ligi Narodów, a następnie Organizacji Narodów Zjednoczonych. W okresie komunizmu mówiło się o imperialiźmie amerykańskim czy zachodnim, pomijając z tej strony oczywiście imperializm komunistyczno-sowiecki, znacznie starszy, jako że sięgający korzeniami internacjonalizmu komunistycznego, który był i jest istotnym składnikiem tej perfidnej, zakłamanej i małpiującej ideologii. Warto zauważyć: komunizm sowiecki prowadził ewidentną politykę niszczenia i mieszania narodowości według starej zasady divide et impera. W krajach kapitalistycznych miał i ma miejsce ten sam proces, aczkolwiek prowadzony sprytniej, tzn. z reguły nie przez przymusowe przesiedlenia, lecz głównie przez planową imigrację z obcych kręgów kulturowych, zwłaszcza islamskich. Mieszanie ras i narodowości zaczęło się na wielką skalę najpierw w Stanach Zjednoczonych na początku i w pierwszej połowie XX w. W Europie zaczęto ten proces programowo w ramach rozwoju gospodarczego po II wojnie św. pod pretekstem zapotrzebowania na siłę roboczą. Zarówno Zachód jak też kraje komunistyczne miały swoje kolonie i rezerwuary demograficzne w krajach południowych, przy czym oczywiście tylko Zachód mógł być atrakcyjny dla imigrantów.

Obserwując scenę polityczną i gospodarczą można dostrzec dość wyraźny związek między globalizmem w znaczeniu polityczno-gospodarczym a polityką imigracyjną. Mówi się obecnie nawet dość często o demograficznej konieczności imigracji dla ratowania systemu emerytalnego krajów rozwiniętych. Ci sami ludzie u steru władzy prowadzą brutalną politykę antyrodzinną, antykoncepcyjną i protanazyjną, z dość wyrażnym poparciem, a nawet z rozpoznawalnym mandatem bossów międzynarodowej finansjery i ekonomii.

Trzeba zwrócić uwagę, że 1° globalizm w pewnym sensie nawiązuje do katolickiego uniwersalizmu, 2° wykazuje jednak istotne różnice i także sprzeczności wobec niego. Bliższym dla nas przykładem jest Unia Europejska, która jest tworem globalizmu na działce europejskiej. Także w tym układzie można dostrzec jakby ambiwalentność tej instytucji oraz związanego z nią procesu: z jednej strony nawiązanie do historyczno-kulturowej jedności Europy, z drugiej jednak ewidentne odejście, a nawet negację i zwalczanie tych korzeni. Wobec tej wewnętrznej niespójności i sprzeczności ma miejsce różnorodność ocen z strony katolików i Kościoła. Jako katolicy jesteśmy podzieleni w tej kwestii. W takiej sytuacji (sporów i zacietrzewienia) łatwo jest stracić z oczu odwieczne, stałe zasady Kościoła. Są one ze swej istoty teologiczne, ogólne. Jednak są one zarówno niezbędne dla właściwej oceny, jak też są wskazówką i normą dla zachowania i postępowania.

Z natury rzeczy pojawia się tutaj sprawa idei narodowej i nacjonalizmu, zwłaszcza rozumianych jako sprzeciw i opozycja wobec globalizmu. Jak to się ma do uniwersalizmu katolickiego? Czyż nie jest on zaprzeczeniem narodowizmu? Tak może się wydawać powierzchownie. Jednak zarówno z istoty katolicyzmu jak też historycznie jest pewne, że to właśnie katolicyzm wspiera i promuje zdrowy narodowizm. W przypadku Polski dochodzi okoliczność, że tożsamość narodowa ukształtowała się właśnie wraz za katolicyzmem i cywilizacją łacińską. Nie można być kulturowo Polakiem odrzucając w sobie cywilizację łacińską i tym samym katolicką. Dlatego właśnie jesteśmy świadkami i przedmiotami walki wrogów Polski z katolicyzmem, tudzież walki wrogów katolicyzmu przeciw Polsce. Odbywa się to także poprzez walkę z cywilizacją łacińską w Polsce i w Kościele polskim. Narodowościowy charakter religijności Polaków w znaczeniu odejścia od powszechnej Tradycji Kościoła (jak w tzw. „Kościele“ narodowym) nie służy, lecz niszczy zarówno naszą katolickość jak też polskość.

Konkretny przykład: największym problemem i korzeniem dramatycznej sytuacji politycznej jest – mówiąc wprost – naiwność i łatwowierność wyborców. Jeśli katolicy wybierają kogoś otwarcie walczącego nie tylko z Kościołem, lecz nawet z prawem naturalnym, to wskazuje to na poważny problem zarówno myślowy, jak też emocjonalny. Brakuje trzeźwego osądu, zaś dajemy się zwieść pozorom, wrażeniom i mniej czy bardziej wyrafinowanej manipulacji. To także ma związek z brakiem trzeźwej, harmonizującej ze zdrowym rozsądkiem religijności. Nie jest przypadkiem, że to właśnie modernistyczni katolicy (związani z tzw. ruchami) są z reguły zwolennikami i popieraczami ugrupowań liberalnych i lewackich. To są właśnie owoce modernizmu, czyli skutki odejścia od prawdziwego katolicyzmu, także w dziedzinie liturgii. Paradoxalna, aczkolwiek właściwie zrozumiała jest sytuacja, gdy pewna słynna charyzmatyczka-polityczka zachowuje się i działa w sposób typowy dla wrogów Kościoła i narodu.

W tym miejscu nasuwa się porównanie: sytuacja obecna wygląda na walkę Dawida z Goliatem. Prowokacyjnie można jednak zadać pytanie: kto jest właściwie Dawidem, a kto Goliatem? Narody czy oligarchowie globalizmu?

Streszczając powyższe uwagi można sformułować następujące tezy:

1° Globalizm jest imitacją i surogatem katolickiego uniwersalizmu.

2° Katolicki uniwersalizm wraz z nauką o prawie naturalnym jest i musi pozostać kryterium w procesie zarówno globalizacji jak też nacjonalizacji.

 

3° Katolicka nauka o prawie naturalnym jest jedyną solidną podstawą zdrowego narodowizmu.

 

Kolejną część wykładu, w której omówione jest pojęcie i znaczenie kultu, zamieścimy w poniedziałek, 17 XI. Zapraszamy do lektury!

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!