Arcybiskup niezłomny

abp Baraniak

Dziś, 13 sierpnia, przypada rocznica śmierci wielkiej postaci Kościoła w Polsce,  Arcybiskupa Antoniego Baraniaka, który, mimo tortur i cierpień pozostał wierny Jezusowi Chrystusowi.

Zrywanie paznokci, trzymanie przez wiele dni bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi, 145 przesłuchań, niekiedy kilkunastogodzinnych – tak komunistyczne służby potraktowały arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Nie dał się złamać i nie obciążył prymasa Stefana Wyszyńskiego. O jego zamilczanym w III RP bohaterstwie opowiada film Jolanty Hajdasz.
O arcybiskupie, który powinien być wzorem dla polskiego duchowieństwa, pamiętają dziś nieliczni historycy zajmujący się dziejami Kościoła.

(...)

Antoni Baraniak urodził się na początku XX w. w biednej rodzinie na wielkopolskiej wsi. Był wybitnie uzdolniony – opanował pięć języków i w młodym wieku zrobił dwa doktoraty. Gdy miał 29 lat, dostrzegł go ówczesny prymas kard. August Hlond, który mianował go swym osobistym sekretarzem. To jemu umierający w 1948 r. prymas powierzył delikatną misję przekazania Watykanowi nazwiska następcy, którego widział na czele polskiego Kościoła w tym niezwykle trudnym czasie przejmowania władzy nad krajem przez komunistów. Ks. Baraniak wykonał zadanie skutecznie, a jednocześnie w tak dyplomatyczny sposób, że nowy prymas, abp Stefan Wyszyński, nie wiedział, jaka była jego rola przy tej nominacji. Niezależnie od tego, doceniając jego zdolności i pracę dla swojego poprzednika, zatrzymał go na stanowisku szefa kancelarii.

W 1951 r. Antoni Baraniak otrzymał święcenia biskupie. Nie wiedział zapewne, że wkrótce przejdzie drogę prawdziwego męczeństwa, utrwaloną w tradycji Kościoła w kolorze kardynalskich, purpurowych szat.

Via crucis

We wrześniu 1953 r. został aresztowany wraz z kard. Wyszyńskim. O ile jednak prymasowi oszczędzono pobytu w więzieniu i fizycznych tortur, o tyle bp. Baraniaka uwięziono w ubeckiej katowni na warszawskim Mokotowie na 27 miesięcy i poddano niezwykle okrutnemu śledztwu trwającemu ponad dwa lata. Reżim Bieruta chciał bowiem doprowadzić do pokazowego procesu prymasa Wyszyńskiego, podobnie jak stało się to na Węgrzech, w Czechach czy Chorwacji, a bp. Baraniakowi wyznaczono w nim rolę kluczowego świadka.

Biskup był wielokrotnie katowany. W aktach IPN i napisanej na ich podstawie książce abp. Marka Jędraszewskiego jest mowa o 145 przesłuchaniach, niekiedy kilkunastogodzinnych. Na 50 przesłuchań zabierano go z więziennego szpitala…

To, co przeszedł, było tak straszne, że nie chciał nigdy o tym mówić. W roku 1977, śmiertelnie chory m.in. na nowotwór, wspomniał jedynie opiekującej się nim siostrze, że cierpienia powodowane przez chorobę to nic w porównaniu z tym, czego doznał z rąk ubeckich oprawców. Tylko raz, w Rzymie, w towarzystwie kilku znajomych księży, opowiedział o niektórych torturach: zrywaniu paznokci czy trzymaniu przez wiele dni bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi… W wyniku tortur biskup miał chory żołądek, odbite nerki, a całe plecy pokryte kilkucentymetrowymi bliznami.

Pomimo to biskup się nie załamał i nie zgodził na obciążenie prymasa. Dzięki temu do pokazowego procesu nie doszło, a wkrótce wybuchł poznański Czerwiec i stalinizm się skończył.

Arcybiskup Baraniak kierował Kościołem w Wielkopolsce jeszcze 21 lat, choć zgodę rządu na objęcie archidiecezji otrzymał głównie dlatego, że komuniści liczyli, iż jego wycieńczony organizm nie pozwoli mu długo piastować tej funkcji.

Nigdy nie znajdował się na pierwszym planie, ale kard. Henryk Gulbinowicz, oceniając jego rolę w polskim Kościele, stwierdził: „To była ta wielka trójka, mianowicie: Prymas Wyszyński, kard. Wojtyła i abp Baraniak”.

A kard. Karol Wojtyła, który odwiedził arcybiskupa w szpitalu niedługo przed jego śmiercią, pożegnał go słowami: „Kościół w Polsce nigdy nie zapomni tego, co Ekscelencja uczynił dla niego w najtrudniejszym dla tego Kościoła czasie”.

Emerytowani oprawcy

Tak zwane śledztwo przeciw biskupowi toczyło się pod bezpośrednim nadzorem Julii Brystygierowej (wł. Luny Prajs), dyrektor Departamentu V MBP, kierującej m.in. prześladowaniami Kościoła, i Jacka Różańskiego (wł. Józefa Goldberga), dyrektora Departamentu Śledczego, czołowego kata z Rakowieckiej.

W próbach jego złamaina uczestniczyło 31 funkcjonariusz UB. Przeciwko pięciu z nim toczyło się śledztwo IPN. Uniknęli odpowiedzialności, zasłaniając się niepamięcią.

Wincenty K., jeden z dwóch głównych oficerów śledczych odpowiedzialnych za „sprawę bp. Baraniaka”, który osobiście przeprowadził 113 ze 145 przesłuchań biskupa, sporządzał tzw. plany pracy do sprawy i składał wnioski o przedłużanie dlań tymczasowego aresztu aż do 27 miesięcy, zeznał, że „nie pamięta”, kto mu przydzielił sprawę, że tylko „wykonywał polecenia”, i „nie wie”, kto podpisywał protokoły przesłuchań.

Inni emerytowani ubecy, pytani przez prokuratorów IPN o bp. Baraniaka, zeznawali pod przysięgą np. tak: „Pierwszy raz słyszę nazwisko tej osoby”; „Nie pamiętam, żeby taki Baraniak siedział”; „Jestem zupełnie zaskoczony, że moje nazwisko jest w tym dokumencie”.

IPN umorzył trwające osiem lat dochodzenie.

„Trudno się z tym pogodzić, że ci, którzy prześladowali w tamtych czasach nie tylko księży, ale wszystkich, są bezkarni, że w naszym kraju na ubowców nie ma paragrafów” – mówił o przesladujących kard. Józef Glemp. – Oni przeżyli dość wygodnie starość, byli poza prawem, umieli się wygodnie urządzić i cały czas byli jakby pod jakąś osłoną”.

Autorytety III RP

O ile uwięzienie prymasa Wyszyńskiego zostało stosunkowo dokładnie zbadane i opisane w wielu publikacjach oraz filmach, o tyle inne represje wobec Kościoła w okresie stalinowskim, w tym uwięzienie abp. Baraniaka i proces kurii krakowskiej, pozostają wciąż mało znane. Co poniekąd w III RP nie dziwi. Ich pełne ukazanie pomogłoby przecież zrozumieć atmosferę tamtych lat, mechanizm niszczenia resztek polskich elit, które przetrwały hekatombę wojny i zastępowania ich warstwą pseudoautorytetów, wykreowanych przez komunistów, rządzących z nadania Moskwy. Pseudoautorytetów, które miały – niestety skutecznie – zdominować polskie życie przez wiele następnych dziesięcioleci.

Nikt lepiej nie uosabia tego zjawiska niż Tadeusz Mazowiecki. Przecież kariera jednego z najważniejszych twórców i pierwszego premiera III RP zaczęła się właśnie wtedy, gdy w ubeckich lochach ginęli żołnierze wyklęci i torturowano pasterzy Kościoła katolickiego. Właśnie wtedy Mazowiecki, z łaski władz obsadzony w roli koncesjonowanego katolika (jako 25-latek otrzymał w 1953 r. stanowisko redaktora naczelnego dziennika „Słowo Powszechne”), atakował z wygodnego redaktorskiego gabinetu aresztowanych i katowanych m.in. bp. Czesława Kaczmarka, skazanego po 1,5-rocznym okrutnym śledztwie za „szpiegostwo na rzecz USA i Watykanu”.

„Odcinamy się od błędnych poglądów ks. bp. Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej” – napisał Mazowiecki – dokładnie w tym samym dniu, w którym na ul. Miodowej aresztowano Prymasa Wyszyńskiego i rozpoczęła się gehenna bp. Baraniaka.

Niech ten kapłan, pasterz będzie dziś wzorem w dokonywaniu zyciowych wyborów.

Artur Dmochowski

Msza po dawnemu...

Tradycja zanegowana

Dekalog

Mszalik

Mity i prawda

Zamów Nova et Vetera

Nasze rekolekcje

rekolekcje

Libri Selecti

Libri Selecti

Summa liturgiae

O nas

Czas na przywrócić prawdziwego ducha łacińskiej cywilizacji i polskości! Koniec bierności, czas zatrzymać i odeprzeć wrogów Kościoła, cywilizacji i polskości! Czas się podnieść i wyjść odważnie naprzeciw wrogom…
Czytaj dalej >>>

Potrzebujemy pomocy



Newsletter

Po zapisaniu się do Newslettera otrzymasz od nas 3 prezenty:
1) 15 tekstów liturgicznych, modlitw i pieśni (łac. i pol.)
2) encyklikę Piusa X "Pascendi dominici gregis"
3) encyklikę Benedykta XVI "Deus caritas est".

Czytelnia

Wyszukaj na stronie

Newsletter

To co najważniejsze prześlemy na Twój e-mail!